„Kościół Otwarty” właśnie kupuje sobie nowy jacht [#katobeef część II]

Mateuszu, dziękuję Ci za list. Wywołał we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony niepohamowanego śmiechu i radości, z drugiej jednak smutku i politowania.

W drugiej części akcji #katobeef dostałem od Mateusza Ochmana list o „katolickim internecie”. Poniżej moja odpowiedź.

Piszesz Mateuszu: – „Najlepszy katolicki internet robią… koledzy tradsi i katole reprezentujący hermeneutykę ciągłości (do grona których zaliczyłbym swoją skromną osobę). Oto “kościół otwarty”, którego jesteś przedstawicielem, podmiot, który chce otwierać drzwi Kościoła tak szeroko, że szatan nawet gdyby nie chciał wpadłby do niego razem z przeciągiem, leży i kwiczy. Okej, macie faceBoga, ale to tyle. Mając rząd dusz lemingozaurów, dla których nie ma Boga, ale jest Bozia, nie ma sądu i kary, za to jest kumbaja majlord i tańczenie nieopodal truskawkowej rzeki”.

Zacznę od tego, o czym piszesz w końcowej części swojego listu. Zwracasz uwagę, że za „Kościołem otwartym” „stoi kasa, full kasy”.

W pierwszej chwili pomyślałem, że odpowiem parafrazując klasyka: – „Gdzie jest ten słoik?! Gdzie jest ten słoik z pieniędzmi?! (pisząc te słowa, właśnie wchodzę na stół) Gdzie są te pieniądze?! Nie dość, że tracimy marki, straciliśmy „Solidarność”, ludzie na świecie myślą, że to wszystko się zaczęło w Berlinie, zaczęliście mówić, że my chowamy pieniądze. Pochrzaniło was?! Powiedzcie, gdzie są te pieniądze, gdzie „kościół otwarty” je chowa”?!

Po chwili jednak pomyślałem, że nie mogę Cię okłamywać. Że nasza przyjaźń jest tak wiarygodna, iż jestem Ci winien prawdę. Zwłaszcza, że w taką prawdę Ty i Twoi kompanii uwierzycie na pewno.

Zatem rzeczywiście stoją za nami pieniądze, które trzymamy na kontach szwajcarskich banków. Dostajemy „full kasy” od Niemców na „protestantyzację” Polski, a od amerykańskich Żydów na…. zresztą już Wy tam dobrze wiecie na co wydajemy te pieniądze.

Te środki sprawiają np., że redakcja Tygodnika Powszechnego mieści się w warszawskim oszklonym wieżowcu – planujemy właśnie przenieść się do Nowego Jorku, a wydawnictwo Więź postanowiło, że będzie dopłacało do każdego egzemplarza numeru  „bo ich na to stać”.

Trzymamy te pieniądze na szwajcarskich kontach, bo jesteśmy chciwi i zachłanni. Skoro pieniędzy jest tak dużo, a my jesteśmy chciwi, to chyba nie wierzysz, że będziemy je wykorzystywać do robienia „otwartej wersji” „Bez Imprimatur”. Oglądaliśmy ostatnio „Wilka z Wall Street” i wpadliśmy na pomysł, że za to „full kasy” kupimy sobie jacht i będziemy nim pływać po Bałtyku.

Sprawę „kasy” – mam nadzieję – wyjaśniłem.

Przejdźmy teraz do pozostałych Twoich pytań. Pamiętasz, jak Tomek Tomczyk pisał w swojej książce, że zasięg profili na facebooku mimo wszystko ma znaczenie? Wymieniasz kilka profili, które śledzisz i uznajesz za tradycjonalistyczne. Pomijam CatholicMems i CatholicGag bo są zagraniczne (kto wie, z jakiej kasy finansowane). Rzuciłem natomiast okiem na wymieniane przez Ciebie profile polskiego internetu. Z podsumowania liczby ich wszystkich fanów wyszło mi, że wymienione profile tradycjonalistyczne, polskojęzyczne trafiają do  dziewięciu tysięcy siedmiuset dziewięćdziesięciu sześciu użytkowników.

Sam jeden „Tygodnik Powszechny” ma na facebooku ponad 28 tysięcy fanów. Jak pewnie się domyślasz, kupiliśmy tych fanów na Allegro.

Nie wiem, czy Piotrek Żyłka będzie zadowolony, że jego facebookowe projekty „faceBóg” i „papież Franciszek” zaliczasz do „Kościoła Otwartego”, ale dołożenie do tego jeszcze Deon.pl i zsumowanie ich zasięgu byłoby dla wymienianych przez Ciebie projektów tak miażdżące, że aż niechrześcijańskie.

Część rzeczonej kasy uszczknęliśmy i stworzyliśmy inne projekty. Śledzisz internet, to pewnie wiesz, że oprócz Twojego Bloga i Waszego kanału na YouTube.com (które są absolutnie wzorowo robione i nie mam przekonania, że ktoś inny robiłby to lepiej! Jesteście z Tomkiem mistrzami stylu!), w polskim internecie jest wiele innych projektów. Pozwól, że wymienię tylko część tych, które nie pojawiają się wyżej: Magazyn Dywiz, Magazyn Kontakt, Blogosfera Deon.pl, Stacja 7, Boska.tv,  langustanapalmie.pl.

Czy wymienione wyżej projekty internetowe są częścią „Kościoła Otwartego”? Myślę, że są przede wszystkim częścią Kościoła założonego przez Jezusa Chrystusa. Wierzysz w Niego. Prawda? Wierzysz, że ten Kościół – nasz, jeden, święty, powszechny i apostolski – jest Kościołem Chrystusa. A tradycja rzecz piękna.

Pomińmy jednak ten ton uszczypliwości i załóżmy, że masz rację. Że jedyną i najlepszą internetową rzeczywistością jest Twój blog. Dlaczego o projektach „tradsów” jest głośno? Bo taki mamy świat – zwłaszcza mediów – że kręcą nas kontrowersje.

Zatem, jeśli cały Kościół Powszechny modli się o ekumenizm, a wśród wyznawców tego Kościoła pojawia się grupka hałaśliwych kontestatorów, którzy ekumenizm krytykują – to, musisz mi uwierzyć na słowo – większość mediów będzie chciała ich opisać. Niestety – znów nawiązuję do książki Tomka Tomczyka – ludzie tradycjonalistycznych środowisk ciągle będą przedstawiani jak część dzisiejszych blogerów, którzy nie są ekspertami, ale raczej są ciekawostką, zapchajdziurą i zabawą telewizji śniadaniowej.

Najsmutniejsze jednak jest to, że się tym jarasz i wyciągasz to na swoje sztandary… przestrzegam Cię!

Staram się jak ognia unikać kwantyfikatorów podziału. Muszę jednak wejść w ten język, bo sam go narzuciłeś. Ja wierzę w Kościół Jezusa Chrystusa i Ewangelii. I – mimo, że to banał i frazes –wierzę, że jest w nim miejsce dla nas wszystkich. To skądinąd dziwne, że środowisko „Kościoła Otwartego” jest posądzanie o tworzenie podziałów, podczas gdy cały Twój list jest budowaniem gigantycznego muru i to jeszcze w przekonaniu tak brzydkiego wywyższania się.

Nie przejmuj się jednak – w całej naszej chciwości i nieróbstwie modlimy się o jedność. Dla przykładu w środę w Warszawie kolejna edycja mszy o jedność.

Tak się rozwlekło, że chyba sprawę „Kościoła Otwartego” będziemy musieli omówić w naszej kolejnej korespondencji. Tym razem moja kolej na wymyślenie tematu. Zatem spodziewaj się w przyszłym tygodniu kilku pytań – które (mam nadzieję) rozwieją Twoje wątpliwości związanie ze – znienawidzonym przez Ciebie – „Kościołem Otwartym”. Polecam Ci w ciągu tego tygodnia lekturę książki Juliusza Eski „Kościół Otwarty”. Żebyś wiedział, co mam na myśli.

Modlę się za Ciebie i pozdrawiam

Błażej.

30 Komentarze

    • Do „kościoła otwartego”, ale w istocie kościoła dialogu należy środowisko i portal Tezeusz.pl

  1. Myślę, że ważniejsze od ilości „lajków” na Facebooku jest aktywność osób popierających daną stronę. Na takich fanpagach jak Deon czy FaceBóg, które mają po kilkadziesiąt tysięcy polubień rzadko można spotkać dyskusje jakie toczą się na stronach „tradsowskich” (np. I Komu To Przeszkadzało czy strony Ochmana), mimo że przewyższają kilkakrotnie liczebnością. Może mają na to wpływ chwytliwe i proste nazwy, a niekoniecznie treść publikowanych wpisów ?

  2. Blazeju, na tym swiecie istnieja rozne rodzaje przyjemnosci. Niektorzy lubia lody w bitej smietanie polane goraca czekolada plus sos truskawkowy, i sa osoby, ktore cenia galke gorzkiej czekolady wraz z lampka szampana najlepszej marki. Kwestia gustu. Podobnie jest z TP. Jego Redaktorzy sa mocno przywiazani do swojego biura na Wislnej,w Krakowie. Jest ono nieco koszerne, alez ilez autorytetow, papiezy I noblistow siedzialo w jego murach I palilo fajke! To jest warte wiecej niz niejeden szklany wiezowiec na Manhatanie. I stad pochodzi prawdziwa power TP. Wiec prosze przestac sie krygowac na sw. Franciszka. To jest Pana slabostka. Niektorym daje wiecej haju niz kasa.

  3. Pan Mateusz po prostu postrzega świat jako bastion chrześcijan otoczony morzem zła. Dlatego trzeba być czujnym. Nawet katolickim blogerom trzeba się bacznie przyglądać, czy aby intencje ma czyste, a nie jakiś wilk między owce puszczony albo może jest manipulowany przez „określone” siły.
    Co to za metafora z tym szatanem wpadającym do kościoła z przeciągiem? Czy chodzi o to, że mamy szukać w ludziach pierwiastka zła i na wszelki wypadek ich wykluczać ze wspólnoty, stygmatyzować? Wtedy wspólnota stanie się nieskazitelna, a całe zło na zewnątrz? To chyba nie jest nauka Chrystusa? Każdy z nas jest grzeszny, więc jak chce się rzucać kamieniami, trzeba uważać, żeby samemu nie dostać.

    • Nie odnosze wrazenia, jakoby Pan Mateusz czul sie oblezony czymkolwiek, a tymbardziej morzem zla. Metafora z przeciagiem jest trafna – przeciag to katar, choroba, brak gospodarza, pustka – hula wiatr. Otwartosc, przeciwnie – sugeruje przeplyw, zaproszenie, lad. Wydaje sie,ze Pan Blazej ,jak ognia, boi sie byc posadzony o zasciankowosc, stad epatuje frazesami-wytrychami takimi jak, kosciol dla wszystkich, burzenie murow, itp. Posadza interlekutora od wywyzszanie sie a niemal w kazdym akapicie go atakuje sarkastycznymi wtraceniami.

  4. Rzecz, która pewnie nikogo nie za-obchodzi. Byłam kiedyś piewcą TP i i środowiska KO i tak jak oni wszyscy, dużo dyskutowałam, czytałam i broniłam KO argumentami błyszczącymi słusznością. Cośtam nawet publikowałam w Więzi. Od roku jestem w Kościele Normalnym – więcej wymaga i prawdę mówiąc – więcej daje… Co za ulga.
    Ukłony

  5. Bardzo dobra odpowiedź! W punkcik:) Chociaż jak dla mnie takie podziały na kościół otwarty i tradycjonalistów jest co najmniej dziwny…Zostałam wychowana w przekonaniu, że Kościół jest jeden. Czasami mi to trochę ciążyło i budziło zdziwienie, jak to możliwe, ale był to przekaz bardzo silny, żeby nie powiedzieć fundamentalny. Niemniej jednak, mimo, że z Kościołem identyfikuję się już coraz mniej, to jednak moja sympatia leży po stronie Tygodnika Powszechnego, a nie Frondy, bo wolę być ciekawa świata i próbować tłumaczyć rzeczy, niż krzyczeć „nie można!”. Z technicznych uwag- byłoby świetnie, gdyby na początku notki pojawił się link do tekstu Mateusza- zaoszczędziłoby to klikania i szukania „właściwej notki na właściwym blogu”:) Pozdrawiam serdecznie, niecierpliwie czekam na następny temat i tekst. Jeżeli również udałoby się odnaleźć rzeczony słoik- chętnie podeślę numer konta:)

    • Kościół jest jeden… Faktem jest jednak, że istnieją różne nurty myślowe wśród ludzi, którzy z Kościołem są związani, różne sposoby wyrażania swojej religijności, swojej obecności w Kościele, swojej wiary… Można to ująć w pewnym uproszczeniu tak, że Kościół jest jeden, lecz ludzie w nim są różni…

  6. A propos tzw. „tradsów” – widziałem dzisiaj filmik jak mój imiennik Terlikowski, postać bodajże numero uno polskich tradsów, z niezwykłą zaciekłością, zajadłością i wściekłością „rąbie” siekierą karty tarota, położone na pieńku, po czym Bogu ducha winne kawałki tychże kart wrzuca w ogień do piecyka czy kominka (bo było to w mieszkaniu). Zacząłem się poważnie zastanawiać nad stanem psychicznym tego pana… Dlaczego utożsamianie się z tradycjonalizmem katolickim tak często wiąże się z brakiem równowagi psychicznej i emocjonalnej, ze wściekłością, z poniżaniem i obrażaniem innych inaczej myślących…? Zaraz pewnie będzie, że bronię własnego podwórka, ale mam wrażenie, że przedstawiciele środowiska, które popularnie się nazywa „Kościołem otwartym” cechują się większą równowagą, dojrzałością emocjonalną i szacunkiem do innych… Może dlatego, że nie traktują świata jako pola ciągłej permanentnej walki ze wszystkimi i wszystkim…? I w każdej beczce miodu nie doszukują się cały czas usilnie dziegciu, żeby tylko go zawsze i wszędzie odnaleźć…?

    • Ach jaka skromność przez Pana przemawia… Tamci od Terlika z kalectwem psychicznym, a tu proszę – przyszłość narodu, wybrańcy Boga, jedynie jaśnie oświeceni i mądrzy. A może Panu Bogu podobają się żarliwcy pokroju Terlikowskiego? A może on chce mieć i takich chłodno -zdystansowanych dyskutantów KO, jak i konkretnych rycerzyków, którzy z szacunku do Boga, potrafią porąbać karty innych bożków?
      Nie wiem nic na temat kart Tarota oprócz tego, że u podstaw zabawy nimi (czy też -przepowiedni) leży wiara w to dziwadło i jakiś rodzaj magii. Wybór jest przeciez prosty : Pan Bóg, albo Tarot lub inne złote cielce. Zdaje się, że ci”dojrzali emocjonalnie, z szacunkiem do innych” nie powinni sobie pozwalać na wyzywanie oponentów od psychicznych. Czy też nabył Pan taki rodzaj odznaczeń i stopnia wtajemniczenia w katolicyzm, że Panu już wolno obrażać ?
      Z umiarkowanym poważaniem

    • Pani Małgorzato, chłodem powiało od pani komentarza, jakby na potwierdzenie spostrzeżenia pana Tomasza. Pan Terlikowski walczy z wyimaginowanymi wrogami, bo realnych zabrakło, trudno dopatrzeć się w tym racjonalizmu czy iskry bożej. Serdecznie pozdrawiam.

    • Szanowny Panie Tomaszu,

      Nie będę wypowiadał się na temat „akcji” p. Terlikowskiego, lecz pragnę tylko wskazać, że nazywanie go „tradycjonalistą katolickim” jest nadużyciem: można go nazwać jedynie „neokonserwatystą” (w rozumieniu takim jakim jest np. P. Weigel). Jest bowiem wiele kwestii, które popiera p. Terlikowski (np. „dialog” z judaizmem, poglądy schizmatyckich teologów, pełna akceptacja NOMu), które nijak można pogodzić z tzw. tradycjonalizmem katolickim.

      Proszę zatem nie twierdzić, że wszyscy, którzy nazywają się tradycjonalistami nimi są w rzeczywistości, a także nie przypisywać wszystkim tradycjonalistom negatywnych cech – jest to kalumnia.

      Pozdrawiam

      P.S. Na tej stronie był wcześniej mój komentarz, jak również wypowiedzi innych osób – gdzie się one podziały?

    • Może rzeczywiście zbyt mocno uogólniłem, lecz chyba w takiego typu postach uogólnień trudno uniknąć, bo dość trudno tu umieszczać elaboraty i szczegółowe analizy.
      Nie twierdzę, że każdy tradycjonalista czy każdy post-soborowiec jest taki, a nie inny. Wiadomo, że ludzie są różni, niezależnie od reprezentowania takiego czy innego nurtu myślowego czy organizacji. Ludzi trzeba oceniać indywidualnie – lecz jak napisałem, w takich krótkich postach niełatwo uniknąć uogólnień.
      Być może niezbyt szczęśliwie,skupiłem się na „głównych medialnych reprezentantach” określonego nurtu myślowego.
      Ja także nie podpisałbym się pod niejednym stwierdzeniem czy wypowiedzią czy formą wyrażenia swojej myśli przez reprezentanta tzw. „Kościoła otwartego”. Staram się i myślę, że potrafię być obiektywny.
      Rzecz w tym, że z niektórymi osobami można dyskutować i przekonywać się nawzajem, zachowując przy tym wzajemny szacunek i równowagę i kulturę, a niektóre są tak przekonane do swojej nieomylności, że jakakolwiek propozycja dyskusji z gruntu natrafia na mur nie do przebycia. A powiedzmy to sobie szczerze – wszyscy jesteśmy tylko ludźmi omylnymi, zarówno tradycjonaliści, jak i „otwarci” (choć i granice między nimi mogą być płynne i obie postawy mogą przybierać różne odcienie). Natomiast uznawanie tylko swoich poglądów za słuszne oznacza chyba uznanie swojej nieomylności, a chyba zbyt często zapominamy, że pierwszym grzechem głównym jest pycha.
      A zauważmy, że dyskutujemy tu głównie nie prawdach wiary i dogmatach i Magisterium Kościoła, lecz o naszych osobistych poglądach na temat wyrażania swojej wiary, religijności i sprawach społecznych. Której to dyskusji, o ile wiem, Kościół nie zakazuje.

      Do mnie, np. nie bardzo trafia rapujący o Jezusie ksiądz, który ma swoich odbiorców wśród młodych „ziomali” z „dzielnicy” w swojej parafii, bo nie jest to moja forma wyrażania swojej wiary i religijności, ale nie będę tegoż księdza i jego odbiorców odsądzał z tego powodu od czci i wiary i „nawracał” na swój sposób wyrażania wiary, bo wiem, że nic złego nie robi.. Nie trafia do mnie osobiście idea „Lednicy”, ale nie będę lżył jej uczestników, którzy dobrze się czują na takich „zlotach” Jedyne o co proszę to o uszanowanie mojego wyboru i odczucia.

      Lubię klimat kościoła barokowego lub gotyckiego, lecz nie mam nic przeciwko jeśli ktoś lubi współczesne formy.

      Wolę Licheń niż Częstochowę, lecz nie będę przekonywał „fanów” Częstochowy, że tam jest „be”, a lepiej jeździć do Lichenia.

      Pozdrawiam

    • „Tamci od Terlika z kalectwem psychicznym, a tu proszę – przyszłość narodu, wybrańcy Boga, jedynie jaśnie oświeceni i mądrzy” – gdzie to napisałem? Poza tym osobiście nie pozwoliłbym sobie napisanie o Terlikowskim per „Terlik” to chyba też o czymś świadczy

      „Czy też nabył Pan taki rodzaj odznaczeń i stopnia wtajemniczenia w katolicyzm, że Panu już wolno obrażać ?” – gdzie to napisałem? A przede wszystkich kogo i czym obraziłem???

      „Zdaje się, że ci”dojrzali emocjonalnie, z szacunkiem do innych” nie powinni sobie pozwalać na wyzywanie oponentów od psychicznych” – gdzie wyzwałem kogoś od psychicznych? Czy zastanawianie się nad czyimś stanem psychicznym to wyzywanie kogoś od psychicznych?

      Dziękuję za szacunek i odwzajemniam

  7. @`A
    Przykro mi , będzie wiało a nawet dęło halnym chłodem ode mnie ilekroć przeczytam takiego oburzonego, co metodą młotkowania uczy innych zasad dobrego wychowania. Domagam się tylko odrobiny konsekwencji. Kogoś oburza brak tolerancji Terlikowskiego dla adoratorów kart tarota ? Niechże pokaże Terlikowskiemu co to znaczy szacunek dla poglądów, klasa i powściągliwość w wymierzaniu sądów i ocen na temat innych. O ile widziałam, Terlikowski niszczył zadrukowane papierki, zaś Tomasz/3city usiłuje zakwestionować zdrowie psychiczne znanej powszechnie osoby. To chyba nie w porządku , zwłaszcza jeśli ma się w sobie „otwartość, dojrzałość emocjonalną”etc.

    • @~A
      I jeszcze za pozwoleniem…A cóż to znaczy „racjonalizm” w postawie chrześcijanina? A „iskra Boża” może pali się w stu odcieniach ? I komu rozstrzygać, co jest iskrą Bożą a co już nie ? Niedawno za pokutę musiałam zmierzyć się z Dzienniczkiem Faustyny i powiem szczerze, ani krzty tam racjonalizmu nie było… Nie, nie porównuję Terlikowskiego do Swiętych, ale dajcie mu odrobinę spokoju bo naprawdę nie wiadomo czyja żarlliwość Panu Bogu milsza… To się dopiero okaże, jak pisał Herbert „za zasłoną”.

    • Nie kwestionuję zdrowia psychicznego, lecz mówię o jego stanie psychicznym, a to jednak pewna różnica. Bo jeśli ktoś rzuca się z siekierą na właśnie zadrukowane kartoniki, i jeszcze to nagrywa, to chyba świadczy (przynajmniej według mnie) o małej dojrzałości psychicznej i emocjonalnej takiej osoby. Bynajmniej nie twierdzę, że Terlikowski czy ktokolwiek inny powinien być admiratorem tarota, lecz swoje zastrzeżenia można wyrażać w formie bardziej zrównoważonej i wyważonej. A tymczasem, gdyby pokazać sam jego wyraz twarzy i zamachy siekierą, można by pomyśleć, że własnie ten pan jest opętany, a przynajmniej zastanowić się nad jego psychiką Chyba trudno nie uznać, że niezwykle restrykcyjna i „zajadła” religijność, a dodatkowo życie swoją i innych religijnością i ciągłe o niej rozmyślanie (nie mylić z wiarą – chodzi mi o sposób wyrażania tej wiary, czyli zewnętrzną religijność) może się odbić niekorzystnie na psychice i doprowadzać do różnego rodzaju psychoz i obłędów. Druga kwestią jest to, że (moim zdaniem) ten jego performance był i tak zupełnie chybiony i co najwyżej przekonał już przekonanych. Osoby, które uznają takie formy działalności jak tarot zapewne tylko się zniechęcą przez takie happeningi do ludzi Kościoła i przez takie występy tym bardziej będą omijać kościół szerokim łukiem. Trzeba też sobie czasem uzmysłowić, że nasze działania mogą przynieść skutek odwrotny do zamierzonego, jeśli już chcemy być aktywistą i działać na rzecz takiej czy innej opcji. Argumentacja powinna rzeczywiście prowadzić do refleksji i przemyśleń, a w efekcie do zmiany stanowiska przez interlokutora, a nie działać jedynie na najprostsze emocje. Inaczej to tylko zwykły show i bicie piany.

  8. Panie Tomaszu, tak najkrócej i najwymowniej
    1) Gdyby Owsiak w formie „bardziej zrównoważonej i wyważonej” grał z Orkiestrą to do dziś byśmy o niej nie słyszeli. Dożyliśmy czasów gdzie bez przerwy „show must go on” więc żeby dać się zauważyć ze swoją ideą, trzeba czasem porzucić bambosze i tupnąć trampkiem.
    2) Pozwólmy ludziom, aby wybierali postawę religiną, która im odpowiada: jedni wolą zadumanego i pykającego fajkę ks. Bonieckiego, inni zaangażowanego i wojującego Terlkowskiego. Który z nich lepiej służy Bogu -nie nam zgadywać i oceniać. Jeśli im obu udaje się prowadzić ludzi do Boga,niechże działają jak potrafią najlepiej
    3) Owszem użyłam zwrotu „zadrukowane kartoniki”, ale tak samo zadrukowanym papierem może być (bo ja wiem?) – Biblia satanistów. Czy zadrukowany papier nie może być ciut groźny dla stanu czyjejś duszy ? No chyba może, sądząc po liczbie rozłamów w kościele, które brały początek w tym, że komuś coś się zaczęło wydawać (np.że wie lepiej niż papież) więc zaczynał drukować własne tezy a potem kolportować wśród gawiedzi.
    4) Przyznam się do nabycia drobnej alergii: coraz częściej wyczuwam pylenie pewnej mody: „Nie lubię Terlikowskiego bo jest taki, owaki i w ogóle bylejaki z niego katolik. Skoro tak jak większość w tym kraju -pogardzam nim to znak, że jestem ten fajniejszy, mądrzejszy, światły i bardziej otwarty katolik. A to, że nie można usłyszeć o żadnych moich osiągnięciach to jeszcze o niczym nie świadczy. Jestem bardzo zajętym katolikiem – propaguję nienawiść do Terlikowskiego na różnych forach i dlatego nie starcza mi czasu na działalność ewangelizacyjną i dobroczynną.
    Oczywiście, nie mówię tu o Panu. Nie znam Pana. Rzesza bohaterskich pogromców Terlikowskiego jest ogromna. I może nawet lepiej żeby sobie kartami tarota w wojnę pograli niżby mieli w kółko postponować człowieka, który stara się żyć w zgodzie z tym co głosi. Może czasem mu nie wychodzi, ale czy my tacy lepsi od niego ?

    • Pani Małgorzato

      1) nie jestem fanek Owsiaka jako takiego. Nie jestem też jego wrogiem. Sama osoba Owsiaka jako Owsiaka jest dla mnie obojętna (w sensie postaci medialnej, nie człowieka). Czym innym jest jednak według mnie jego akcja, której Owsiak jest tylko twarzą medialną, a przy której pracują i w której uczestniczą tysiąc ludzi. Chodzi o to, że nie w moim stylu są kalkulacje jaki procent datków trafia, a jaki nie trafia na zakup sprzętu na rzecz którego gra aktualnie WOŚP. Może jestem zbyt idealistyczny, ale jeśli choć parę chorych ma dzięki temu odnieść korzyść, to warto dać, a nie „szermować” Woodstockiem, a co Owsiak i jego zespół z tym faktycznie zrobi, to zgodnie z nauką Jezusa (jak ja ją rozumiem) pozostawiam ich sumieniu.

      2) co do osoby Terlikowskiego – nie jest tak, że jest on dla mnie postacią czarno-białą czy że jestem jego wrogiem czy „adwokatem diabła”, który z urzędu wyszukuje w Terlikowskim wszystko co gorsze. Sam pamiętam niejedną jego wypowiedź pod którą sam się podpisywałem, i to w dyskusjach z „otwartościowcami” czy ateistami. Jednak czasem uruchamia mu się coś co odbieram jako „agresję jedynie słusznej racji”, a nie uważam agresji kierowanej w choćby najbardziej słusznej sprawie za dobrą i godną pochwały.

      3) dla mnie ocena nie polega na rozróżnieniu – tradycjonalista/otwarty, lecz na odbiorze sposobu wyrażania myśli przez określoną osobę i postaw i zachowań z tego wynikajacych. Może niektórzy to uznają jako zbyt daleko posunięte porównanie, ale talibowie też we własnym przekonaniu spełniają w sposób jak najbardziej słuszny i jedynie możliwy wolę Boga (w taki sposób w jaki oni rozumieją Jego wolę) – lecz czy w imię wartości nadrzędnych nie potępiamy takiej formy wyrażania swoich przekonań religijnych?

  9. Oj Panie Tomaszu…
    Nie wiem jak Panu, ale mnie się już nie chce sprzeczać. Właściwie swoje osiągnęłam: jak spojrzeć na to, co napisał Pan parę pięter wyżej o Terlikowskim, a co teraz w punkcie drugim to ho, ho… skok dłuższy od Małysza. I czemu znów w orbicie nazwiska „Terlikowski” kręci się słowo „talib”? To zawsze pani Sroda i inne „Lisy” przypinały mu tę metkę (jak widac skutecznie) Niechże on będzie rycerzykiem (czasem błędnym), niech będzie gorliwcem, nadpobudliwym wojownikiem w dobrej sprawie ale czemu równać go z watahą ludzi żądnych krwi (talibowie). Poza tym każdy z nas ma jakiś charakter (ale odkrywczo zagadałam) i jedni bywają flegmatyczni, a inni popędliwi. Z pewnymi wadami chętniej łączą się pewne wyraziste cnoty. I wie Pan, ja akurat preferuję odważnych zapaleńców, którzy czasem balansują na krawędzi, niż letnich, jałowych, którzy wolą nic nie robić, niż się pomylić.
    Z poważaniem
    Udanego weekendu

    • Ja nie traktuję tego jako sprzeczkę, tylko jako zdrową wymianę poglądów.
      Nie nazywam Terlikowskiego talibem, tylko że wyrażone agresywnie i z podwyższonym ciśnieniem przekonanie o swojej jedynie słusznej racji, jak to u Terlikowskiego niejednokrotnie bywa, pomnożone nawet przez kilkaset może zaowocować niezbyt szczęśliwymi rezultatami.

      Dobrze przyjąć zasadę – traktuję innych tak, jakiego traktowania sam/a od nich oczekuję.

      Ja siebie nie uważam za nieomylnego, tylko zwróćmy uwagę, że Kościół nie wypowiada się ex cathedra i autorytatywnie w każdej możliwej kwestii i co do każdej minuty naszego życia, i wiele kwestii jest pozostawionych naszemu osobistemu wyborowi i sumieniu. Nawet wśród samych biskupów czy uczonych teologów zdania w wielu kwestiach, bardziej i mniej zasadniczych i fundamentalnych, są podzielone (a nikt ich z Kościoła nie ekskomunikuje, mimo różnic w poglądach). A co dopiero wśród tak ogromnej rzeszy „zwykłych” świeckich. To rodzi dyskusje, lecz dyskusje można prowadzić agresywnie i napastliwie, a można rzeczowo, zrównoważenie i na argumenty, a nie na emocje. Tym bardziej mając świadomość, że jest się „frontmanem” jakiegoś środowiska poglądowego.

      Również pozdrawiam i miłego weekendu zyczę

  10. Ale o czym wy chłopcy?Toż to wszystko mity sprzed paru tysięcy lat,zmodyfikowane ok.dwa tysiące lat temu przez niejakiego Szawła/Pawła z Tarsu :)))

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.