Mój wymarzony przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

To tylko przypadek, że polscy biskupi zaplanowali wybory swojego przewodniczącego dokładnie dwanaście miesięcy po tym, jak kardynałowie wybrali podczas zeszłorocznego konklawe Jorge Bergoglia na nowego papieża. Prawie każdy, kto ma do czynienia z Kościołem, powie jednak, że w takich sprawach nie ma przypadków.

W marcu skończy się dziesięcioletni okres przewodnictwa abp. Józefa Michalika. Kiedy przemyski ordynariusz zasiadł w fotelu przewodniczącego KEP po raz pierwszy, bp Tadeusz Pieronek powiedział: „Miało wejść słońce, ale wszedł księżyc”. Rozmawiałem w ubiegłym tygodniu z biskupem Pieronkiem. Były sekretarz generalny KEP z tych słów się nie wycofuje: – Zawsze trzeba mieć nadzieję, że słońce kiedyś jednak wzejdzie – mówi przed wyborami nowego szefa Konferencji.

Zastanawiam się dlaczego, mimo formalnie niewielkich wpływów osoby pełniącej tę funkcję, tak elektryzują nas zbliżające się wybory. Odpowiedź chyba jest prosta.

Tęsknimy za liderem, charyzmatycznym i duchowym przywódcą. Mamy tak naprawdę w nosie, czy od wybranej osoby zależy realna władza w Episkopacie. Tak się już utarło – wbrew regułom i statutom – że przewodniczący KEP jest jakoś szczególne uhonorowany, jego słowa znaczą więcej niż kogoś innego, jego lapsusy są bardziej widoczne itd. Funkcja przewodniczącego była kiedyś połączona z zadaniami prymasa: może stąd taki szacunek dla tej instytucji? Mniejsza z tym. Jesteśmy dziś gotowi szukać chociaż namiastki autorytetu nawet u szefa biskupów.

5 lat temu – również przy okazji wyborów w Episkopacie – „Tygodnik Powszechny” przypomniał pracę prof. Józefa Baniaka, który zbadał religijność gimnazjalistów. Wyszło na to, że młodzi są wyczuleni na świadectwo. Paradoksalnie oczekują, że to właśnie Kościół da im możliwość pogłębienia życia duchowego i zrozumienia sensu tego, co się dzieje wokół. O tym, że liczy się świadectwo i wiarygodność, świadczyć może popularność do bólu szczerego i bezpośredniego papieża Franciszka.

Nie ma sensu pisać tu o personaliach. Nie ma sensu pisać o podziałach i różnicach w Episkopacie. Nie ma sensu spekulować o strefach wpływów itd. Choćby dlatego, że najlepszy biskup, mogący pełnić każdą funkcję i mający wystarczające cechy, żeby stać się wzorem dla milionów, w związku z regułami zbliżających się wyborów, zwyczajnie wygrać nie może.

Można napisać o cechach charakteru.

Zatem po pierwsze, byłoby dobrze, gdyby nowy przewodniczący KEP wierzył w Ewangelię.

Kościół trafił siłą rozpędu na targowisko idei. Oczywiście nie byłoby w tym nic złego, gdybyśmy jako wierzący nie przyjmowali reguł tego targowiska jako swoich. Trochę się temu poddaliśmy, bo zapominamy mówić o Ewangelii, a mówimy o zasadach, jakie wypracowaliśmy interpretując Ewangelię. Nasze religia to nie jest jedna z wielu wartości. Ona jest źródłem wartości. Tymczasem my przedstawiamy system norm, zbiór zasad etycznych, nakazy i zakazy. Dla przykładu: można nakazać wszystkim wokół przestrzeganie postu i dorzucić jeszcze groźbę potępienia, jeśli ktoś tę regułę złamie. Ale można też mówić o Jezusie Chrystusie, którzy 40 dni spędził na pustyni. Można głosić Dobrą Nowinę, albo nowinę o potępieniu. Można wreszcie mówić na kazaniu tak: „Mamy do czynienia z systematyczną i planowaną walką z Kościołem. To nie jest fobia, a bardzo racjonalne decyzje i metody działania. Dlatego trzeba mówić o nietolerancji i dyskryminacji chrześcijaństwa” (abp Jędraszewski). Ale okazuje się, że można mówić również inaczej: „Tak naprawdę głosimy na zewnątrz to, co mamy w sercu! Co mamy w naszej prywatności, w naszym największym wnętrzu. Jeśli nie będziemy Jezusa mieć w naszym wnętrzu, w sercu, to będziemy głosić samych siebie” (bp Ryś).

Po drugie, byłoby dobrze, gdyby nowy przewodniczący nie był narcyzem i egoistą.

Mocne słowa. Może je trochę ugładźmy. Chodzi mi o to, żeby nowy szef KEP znał się na ludziach. Żeby był elastyczny. Żeby miał intuicję do ludzkich talentów i umiejętności. Żeby nie dobierał doradców z klucza wspólnoty poglądów. Żeby jego mottem były słowa abp. Życińskiego: tam gdzie jest polifonia, tam jest piękna symfonia. Tu chodzi oczywiście o coś więcej niż tylko umiejętności administracyjne. Chodzi o to, żeby nie ulegać pokusie ciągłego stawiania na swoim. Żeby debaty i dyskusje nie były tylko upewnieniem się we wcześniej założonej teorii. Nowy przewodniczący mógłby tak kierować dyskusje w Episkopacie, żeby nie były one tylko dodatkiem do ustalonych wcześniej zasad, ale żeby były rzeczywiście drogą do ewentualnych zmian. Bardzo byłoby dobrze, gdyby trochę zdynamizować prace Episkopatu, włączając w nią także więcej osób świeckich.

Po trzecie, byłoby dobrze, gdyby nowy przewodniczący brał odpowiedzialność za rozwój myśli teologicznej.

Żeby też taką teologiczną wrażliwością zarażał swoich kolegów z Episkopatu. Żeby dla niego Prawdy Wiary nie były końcem religijnych poszukiwań, ale właśnie początkiem religijnej przygody. Żeby nowy przewodniczący odbudował więź Polaków z Papieżem Janem Pawłem II. Żeby odszedł od sentymentalizmu, a skupił się na teologii papieskiej. Żeby nie było już „papieskich dróg krzyżowych” wzdłuż Wisły. Żebyśmy zapomnieli o kremówkach, a przypomnieli sobie o encyklikach. Ale też żeby w teologii najwyższą cnotą nie były podporządkowanie i posłuszeństwo. Żeby to wszystko nie było tak zero-jedynkowe.

Po czwarte, byłoby dobrze, gdyby nowy przewodniczący nie popełniał lapsusów językowych.

Żeby był dyplomatą i świetnym mówcą. Żeby był uważny. Żeby patrzył pod nogi. Dobrze, gdyby przeszedł jakiś świecki medialny kurs. Żeby umiał pisać dobre teksty. Żeby prowadził bloga. Żeby korzystał z Twittera. Nie jest przecież tak, że nowoczesność łączy się z zeświecczeniem. Przecież może być całkiem inaczej. Dobrze, gdyby znał problemy nie tylko naszego lokalnego Kościoła. Fajnie, gdyby chodził do kina nie tylko przy okazji filmu „Pasja” albo „Wojtyła, człowiek który został papieżem”. Żeby wiedział też, kto dostał Oskara za najlepszy film, a kto literackiego Nobla.

Po piąte, byłoby dobrze, gdyby znał kilka języków obcych: w tym hiszpański.

Mógłby wówczas czytać dokumenty przygotowywane przez episkopaty Ameryki Łacińskiej. Podczas dalekich podróży mógłby rozmawiać z biskupami z Argentyny, Brazylii, ale też RPA czy Filipin. Żeby był misyjny i zarażał tą misyjnością swoich kolegów z KEP.

Jeśli taki biskup istnieje, to – tradycyjnie – byłoby dobrze – gdyby został wybrany na nowego przewodniczącego KEP. Widzę zatem nowego przewodniczącego KEP, który jest człowiekiem modlitwy, pokory, szerokich horyzontów i ojcem wspólnoty.

18 Komentarze

  1. Dla mnie, osobiście, to trochę takie magiczne myślenie. Będzie ‚dobry człowiek’ to wszystko się zmieni. Nie zmieni, bo to za Ewangelią trza przypominać, że problem jest w naszym sercu, nie w tym, jak fajny lub niefajny będzie Szef polskich biskupów.

  2. Najważniejsze, żeby nowy przewodniczący był człowiekiem wierzącym i szanował WSZYSTKIE słowa Jezusa Chrystusa jakie są zapisane w Ewangelii, żeby w imię tzw. postępu teologicznego nie sugerował jak kard. Walter Kasper, że ponowne wejście w związek małżeński (po rozwodzie) nie jest cudzołóstwem. Jeśli Chrystus mówi, że jest cudzołóstwem, to znaczy, że jest, i nie jest to żadna teza wyjściowa do dyskusji, lecz stwierdzenie końcowe, zamykające dyskusję na ten temat (no chyba, że ktoś zakłada własną sektę).

  3. Świetnych kandydatów jest wielu na to stanowisko wg kryteriów i „pośladów” p. Szczelczyka.
    Pierwszy i najlepszy kandydat to guru i wychowawca funkcjonariusza Strzelczyka, niejaki Adam Michnik – wielki „patriota” (tylko jakiej nacji ?) i „przyjaciel” katolików i polaków – oby żył wiecznie !
    Następni kandydaci to: Donald Tusk – wielki myśliciel, zdRadek Nobel Sikorski – wielki monsz stanu, Brónek – strażnik Żyrandola „w bulu i nadzieji” – wielki erudyta i ortograf, łOlek Kwaśnieski – chwilowo bezrobotny, pan Boniecki, pan Lemański, panowie Obirek i Bartoś.
    Może by jeszcze wymienić wielu „takich” kandydatów np: łOwsik, Paligłupek, Munisia „Szambo” Olejnik, Tomek Lisek, ks. Czajkowski ….

    • Lubię takich jak ty… Katolik w katolika – po katolicku szczerze katolicki… Same prawdziwe polskie Polaki. Jest was wielu więc jest z czego wybierać…I tylko ten smutas Jezus zażydowił wam religię.

  4. Przykro czytać te wszystkie komentarze. Panie Błażeju, życzę Panu i sobie, aby znalazł sie taki biskup. Może w następnym pokoleniu. Był taki, abp.Zycinski. RiP.

  5. Cóż, zmiana na szczycie nie pomoże, gdy fundamenty będą działać nieprawidłowo. Takiego biskupa, jakiego Ty sobie życzysz, ja bym chciała widzieć w każdym księdzu. Bo na obraz Kościoła nie składa się wyłącznie przewodniczący KEP czy sam Papież. Przede wszystkim na jego wizerunek, czyli portret, podobiznę, obraz, a również czyjeś wyobrażenie o czymś pracują duchowni, Ci z okolic jak i z dalszych miejsc w naszym kraju. Poza tym, czy wśród wymienianych potencjalnych następców, któryś spełnia te wszystkie cechy?
    Komentarz od „jest z czego wybierać” jest poniżej wszelkich norm. Gdzieś przeczytałam, że sposób wyrażania się w mowie czy piśmie odzwierciedla nasze myśli – tak więc, jest to trudny stan umysłu.

  6. W Pana tekście widać ogromną troskę o przyszłość Kościoła w Polsce, ale chyba musimy czekać następne 10 lat, aby znalazł się kandydat spełniający przynajmniej 50% podanych kryteriów. Liczę na młodsze pokolenie, chociaż sam jestem w wieku 50+ i chciałby doczekać biskupa, przewodniczącego KEP – Świadka Ewangelii.

  7. Problemem polskiego KRK jest niestety jego historia,która w życiu plebsu zapisała przykrymi wydarzeniami ( krucjaty) ,w których to kardynałowie i biskupi odgrywali przewodnią rolę.
    Obecność powyższych w polityce ale także w decyzjach dotyczących działań militarnych w poszczególnych krajach „katolickich” wpłynęła negatywnie na ocenę kleru.
    Dziś wszechobecność kleru w życiu politycznym (nie koniecznie katolickiego- tylko statystycznie)polskiego narodu wywołuje niechęć do KRK.
    Biskupi jednak nie chcą ograniczyć się do roli duszpasterzy.
    Zatem nie znajdzie się pośród obecnych taki ktoś ,który choć w 1 promilu będzie wykonywał zalecenia Jezusa Chrystusa.

  8. Dla mnie ważne, aby biskup nie był uwikłany w działania SB. Również, aby dla awansu nie zmieniał diecezji .

  9. Najbardziej nadawałby się na to stanowisko ojciec Mateusz.
    Nie dopusciłby do przestepstw – bo nie pociaga go dobro publiczne, nie pije i jeździ rowrem, więc nie stanowiłby zagrożenia na polskich drogach. I w mig wyłapałby pedofilów ze swojego grona.

  10. Panie Redaktorze,

    W Pana wyliczeniu brakuje mi kilku elementów:

    1. Wierności Bogu i całemu Magisterium Kościoła (w tym WSZYSTKICH soborów powszechnych, nie tylko V2);

    2. Dobrej znajomości i uwielbienie dla Liturgii Św. (zarówno NOMu, jaki i MR1962), zgodnie z zasadą „save the liturgy save the world;

    3. Odwagi mówienia non possumus i jak św. Mikołaj zdolności walki o prawdę;

    4. Dystans do zachodniego nowinkarstwa teologicznego i uwielbienie dla tradycyjnej apologetyki;

    Jak wzór stawiałbym abp Sheena :)

  11. KSIĄDZ BISKUP PIOTR SAWCZUK JEST PRAWDZIWYM GŁOSICIELEM SŁOWA BOŻEGO JAK I KS> BISKUP ZBIGNIEW KIERNIKOWSKI SĄ BARDZO BISKUPAMI WSPANIAŁYMI POMAGAIOCY LUDZIOM I DOBRYMI PASTERZAMI SWOJEJ OWCZARNI.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.