Tęsknię za Ruchem Palikota

ruch

Początkowo nikt się nie spodziewał, że partia z systemowym antyklerykalizmem na sztandarach, wejdzie do polskiego parlamentu. Ostatecznie, dziesięcioprocentowy wynik Ruchu Palikota, był w 2011 roku największym sukcesem partyjnym na polskiej scenie politycznej od lat. Kościół wpadł w konsternację, biskupi kręcili głowami, świeccy szeroko otwierali oczy ze zdumienia. Niektórzy „katoliccy publicyści” – paradoksalnie – doszukiwali się w tym nadziei, uważali, że efektem będzie pobudzenie polskiego Kościoła, wybudzenie go z drzemki i samozadowolenia.

Hasła głoszone wówczas przez Janusza Palikota wydawały się stawiać Kościół pod ścianą. On, i jego ówcześni współpracownicy, sprawili wrażenie wyrazistych konkurentów w dyskusjach o relacji państwo-Kościół i klerykalizmie. Mniejsza o to, czy z ich strony był to wynik realnej troski o świeckość państwa, czy tylko polityczna kalkulacja. Tak czy inaczej znów rozmawialiśmy o ważnych sprawach związanych z relacją państwo-Kościół.

Co robił wówczas Kościół? Jak nigdy, mógł liczyć na kolejnego wroga, który by go zjednoczył. Dość powiedzieć, że zwycięstwo Janusza Palikota, na swój sposób otrzeźwiło Kościół. Zaczęliśmy zadawać sobie pytanie: co się stało. Dlaczego, ponad milion Polaków poddało się antyklerykalnej pokusie? Gdzie popełniliśmy błąd? Winić za to kościelny PR?

Tak, jak długi pontyfikat papieża uśpił naszą czujność – o czym pisał rok temu na łamach „Tygodnika” Andrzej Stasiuk – tak zwycięstwo Palikota było rodzajem budzika.

Zwieraliśmy szeregi, prostowaliśmy pewne tezy Ruchu Palikota, w innych szukaliśmy okazji do powiedzenia „Non possumus”, w każdym razie znów byliśmy czujni, na tyle by nie doprowadzić już do podobnego sukcesu.

Jaki jest bilans tych trzech lat?

Partia okazała się wydmuszką. Po tych trzech latach, polski antyklerykalizm się wykoślawił. Przybrał twarz groteski, heppeningu, farsy. Po rekonstrukcji historycznej z udziałem Jana Hartmana, podczas ostatniego, warszawskiego Marszu Ateistów, Piotr Mucharski pisał w „Tygodniku Powszechnym”: „Wyzwoleni racjonaliści sięgają po chwyt, który w wykonaniu prawicowego przeciwnika jest przedmiotem ich zjadliwej krytyki, czyli po rekonstrukcję historyczną. Jeszcze ujdzie, chodź dziwi. Ale ten język bycia ofiarą? Nawet ateiści nie potrafią budować swojej tożsamości bez odwołania się do tej figury? Nawet oni muszą się definiować przez wskazanie wroga – korowód purpuratów?”.

Swoją szpilkę w antyklerykalną groteskę, bez skrupułów wbił zupełnie niedawno Marcin Meller. Żeby zacytować tylko fragment jego felietonu z „Newsweeka”: „Więc drodzy państwo, przyjmijcie na, nomen omen, wiarę: bycie ateistą nie oznacza, że muszę się zapluwać z nienawiści do ludzi wierzących, a nawet Kościoła katolickiego i księży. Bycie ateistą nie oznacza, że krytyka tegoż Kościoła i tychże księży musi być plugawa i prostacka. Bycie ateistą nie oznacza, że muszę być nieokrzesanym chamem celującym w słabe punkty ludzi, by ich jak najboleśniej obrazić. Bycie ateistą nie oznacza, że muszę paradować w biskupiej sutannie po ulicach z półgołymi zakonnicami i nazywać obraz Czarnej Madonny bohomazem”.

Wydawało się, że Ruch Palikota będzie poważnym wyzwaniem, czyli – również – szansą na lepszy Kościół. Wchodziliście – politycy i sympatycy Ruchu Palikota – do Kościoła ze swoim buciorami. Zadawaliście trudne pytania. Mówiąc frazą dominikanina o. Pawła Gużyńskiego: „robiliście Kościołowi lewatywę”. I poważnie – mówię jako człowiek ze środka Kościoła – przejmowaliśmy się tym. Odpowiadaliśmy na te pytania. Szukaliśmy odpowiedzi. Bywało, że przyznawaliśmy wam rację.

Dziś już nikt nie traktuje was poważnie. Napisał jeden z moich znajomych na facebooku, że wydawało mu się, iż jest na dnie, ale usłyszał pukanie od spodu: tam trwały przygotowania spotu wyborczego Armanda Ryfińskiego.

Wykoślawiony, ślepy antyklerykalizm już nas nie przeraża. Zdrowy ciągle jest nam potrzebny. Dlatego (sorry za terminologię religijną) zróbcie rachunek sumienia. Racjonalny antyklerykalizm, proszę bardzo! Pewnie możecie coś na nim wygrać. Ale już w to nie wierzę. Kościół triumfuje. Może go to znów uśpi, kto wie? Dzięki jednak, za krótką chwilę pobudzenia.

13 Komentarze

  1. Warto pamiętać,że Palikot i Hartman -dwóch czołowych klaunów TREP-u /Twój Ruch Europa Plus / – są absolwentami KUL-u.

  2. Żadem antyklerykalizm nie jest potrzebny, podobnie jak antykomunizm, antysemityzm, antypolonizm i inne anty-. Postawy ideowe, a zwlaszcza ich realizacja majaca na celu unicestwienie ludzi i zjawisk, ktorych nie lubimy, sa barbarzynskie. Ich istnienie bylo charakterystyczne dla XX-wiecznych systemow totalitarnych, a dzis jeszcze kolacze sie w kregach politycznych i ideowych troglodytow w rodzaju Ruchu Palikota”. Jedyna postawa krytyczna wobec jakiegos zjawiska jest racjonalne przedstawienie swoich pogladow z udzialem argumentow, a nie patologicznych fobii.

  3. „Dlaczego, ponad milion Polaków poddało się antyklerykalnej pokusie?”
    Bo przyszli w końcu po rozum do głowy.
    Ale do układów skandynawskich czy francuskich brak jeszcze następnych 10 milionów, bo Polacy to raczej przygłupy. Trzeba kształcić naród i czekać

  4. Skąd się bierze ten ton zawodu i tęsknoty „ze środka Kościoła”?. Chyba z tego samego źródła co nadzieja związana z wyborem Franciszka. Były już takie radości i nadzieje związane z wyborem JP II., niestety krótkotrwałe i płonne. (Jedynie Jan XXIII dokonał znacznie więcej niż się spodziewano).

    Polski episkopat tchórzliwych gminnych proboszczów z PRL uznał że teraz jest ich czas żeby triumfalnie dostosować katolicyzm w Polsce do ich poziomu. Samozadowolenie to zbyt łagodna diagnoza. To próżność i pycha. Służalczość i tchórzostwo myli im się z chrześcijanską pokorą której wymagają głównie od innych. Przesiąkli rzeczywistością powiatowego PRLu i bizantyjskim charakterem sowieckiego komunizmu. Uważają że są zbiorową reprezentacją Królestwa Bożego przyszłości. Najlepszym przykładem jest działalność nadbiskupa Rydzyka, propagandowego bliźniaka Urbana. Zamiast po 1989 przeprowadzić dogłębne wewnętrzne rekolekcje w.s. naleciałości przejętych od wrogów, episkopat uznał te naleciałości jako objaw unikalnego pomazania i misji, a Polskę za własność.

    W gruncie rzeczy ekscesy palikotów i innych postępowców oraz postępowczyń poskutkowały tylko zwarciem szeregów i stwardnieniem betonu. Tęsknota wiernych do Kościoła oświeconego, prostego i głebokiego nie przesiąka w górę. To stare powiedzenie: „nie chódź na fara bo stracis wiara”. Antyklerykalizm w Polsce ma stare i zdrowe korzenie. Tak jak i klerykalizm obskurancki i kontrreformacyjny. Polskiemu Episkopatowi się wydaje że to on przeprowadził Polaków przez zmagania ostatnich 200+lat i teraz należy im się tron. Nie zauważyli że było odwrotnie, że to Polacy przewieźli ich na barana. Zapomnieli jaka jest ich ewangeliczna (a nie ewangelizacyjna) rola we wspólnocie wiernych którzy umieją czytać i pisać – często ze znacznie głębszym zrozumieniem i wykształceniem.

    • „Polskiemu Episkopatowi się wydaje że to on przeprowadził Polaków przez zmagania ostatnich 200+lat i teraz należy im się tron. Nie zauważyli że było odwrotnie, że to Polacy przewieźli ich na barana.”

      Ciekawe spostrzeżenie, naprawdę.

  5. Błażeju zbyt płytko ujmujesz, upraszczasz, jak na lekcji religii.
    Obywateli o poglądach partii Palikota jest kilka milionów
    w tej 60% grupie która nie chodzi na wybory, jest nieaktywna
    z różnych powodów. Czas kościoła politycznego, ekonomicznego
    i destrukcyjnego w Polsce się kończy. Wina nie tkwi w ateistach
    czy niewierzących tylko samych wiernych nie potrafiących
    wyrwać umysłów z dybów i kajdan hegemonii głupoty,
    krzywd, wynaturzeń, zaborczości i zachłanności na dobra
    doczesne.

  6. Czyż nie jest bezczelnością, że osobnik Jan Hartman, będący Żydem i gościem na polskiej ziemi obraża wiarę gospodarzy

    • Prof. Hartman nie jest „gosciem”. Pochodzi z dobrej, polskiej rodziny zydowskiej osiadlej w Polsce od wielu lat, a do tego bardzo zasluzonej dla kraju swego osiedlenia. Ma poglady, jakie ma. Mnie rowniez sie nie podobaja, ale z kolei moje poglady nie spodobalyby sie prof. Hartmanowi. Problemem jest jezyk i forma, w jakim te poglady manifestuje.

  7. Palikot wcale nie przegrał a powiedział bym wręcz przeciwnie -wygrał.To ,że jest mocno krytykowany i niechętnie pokazywany w mediach w niczym mu nie ujmuje Niechęć do polskiego zakłamanego kleru i twardogłowych polityków wożących się z kadencji na kadencje przy pomocy kościoła dodaje mu sympatyków .To nie tylko Palikot widzi tę niczym nie pohamowaną chciwość kościoła i zakłamanie .Widzą to też wyborcy .Wyborcy nie mają wpływu na bieżącą opinię o polityku ale mają możliwość oddania głosu w wyborach .Panowie krytykanci povzekajcie a zobaczycie.Znowu będziecie zaskoczeni niemile

  8. Napisałeś, redaktorze Strzelczyk, że Kościół triumfuje. Trudno mi w to uwierzyć, trudno mi utożsamić się z Twoim obrazem Kościoła triumfującego. Nie wiem, które znaczenie Kościoła masz na myśli.

    Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy, to wspólnota wiernych. I w owej wspólnocie jest rysa, powodująca swary większe bądź mniejsze. Z jednej strony wspólnotę kształtują ludzie, którzy czują się samozwańczo uprawnieni do narzucania pozostałym członkom jednej, słusznej koncepcji dobra i zła. Nie towarzyszą, nie rozmawiają, nie dotrzymują kroku, lecz chcą sterować, pouczać i moralizować. Przeświadczeni o swojej wyższości nie potrafią dostrzec bliźniego, który w przeciwieństwie do nich, jest człowiekiem wraz ze wszystkimi przywarami ludzkimi. Obraz bliźniego, który błądzi, szuka, grzeszy nie mieści się w ich przyjętych formach. Ostatnio na Fronda.pl Tomasz Terlikowski napisał, że uchwała mająca zapobiegać przemocy domowej jest „antyrodzinna i antychrześcijańska” oraz, że skierowanie tej konwencji do ratyfikacji jest pokazaniem, że politycy platformy mają „w głębokim poważaniu nauczanie Jana Pawła II o rodzinie i małżeństwie”. Środowisko polityczne związane z Kościołem ostatnio dużo mówiło o Janie Pawle II. Szkoda tylko, że powtarzali puste słowa, jak „zmienił oblicze świata i Kościoła”. No bo jak zmienił? Czym zmienił? Dlaczego? Jakie są konsekwencje tych zmian? Nie mówili nic o tym, co pisał. Nie przytoczyli ani jednego fragmentu z encyklik. A jest co głosić! Nigdzie w encyklikach nie wyczytałam, aby JPII zgadzał się na przemoc, czy poniżanie w inny sposób kobiet. Wręcz przeciwnie. Pisał, że mężczyźni i kobiety są równi w porządku nadprzyrodzonym, jak i społecznym. Dlaczego katoliccy dziennikarze nie chcą powielać słów papieża, które nawołują do równości, wzajemnego szacunku, a wkładają mu w usta brednie?! Druga strona wiernych raduje się świeżością, którą daje pontyfikat Franciszka. Nieczęsto z tego powodu mają miejsce waśnie, które ukazują skostnienie, fundamentalizm światopoglądowy, przywiązanie do hermetycznych doktryn. Nie potrafię jasno określić mojego miejsca we wspólnocie. Postępowanie niektórych katolików odstrasza. Problem polega na tym, że nie chcą dostrzec ilu ludzi odeszło z łona Kościoła przez ich pryncypializm, złośliwą manię minimalizowania problemów. Wszelkie brzytwy, nie brzytwy, w których jedzie się równo po człowieku, traktuje się prześmiewczo, dają poczucie, że postąpiło się dobrze odchodząc z Kościoła. Bo jak widać, nie ma tam miejsca dla wszystkich.

    Drugie skojarzenie to budynek. Budynek, w którym się modli. Było głośno o zamknięciu budynku w Jasienicy. Nie twierdzę, że „szefostwo” zamyka wszystkie budynki, w których księża mówią co myślą, nawet gdy, jest to sprzeczne z ideą „góry”. Na szczęście Kościół budynek zamknąć można, lecz Kościół – wspólnotę wiernych, już nie. A przecież Karol Wojtyła, na którego tak się w Polsce powołuje, mówił, że to Kościół jest dla człowieka, a nie człowiek dla Kościoła.

    Trzeci zamysł to instytucja hierarchiczno-polityczna. Upolitycznienie Kościoła jako instytucji widać. Na niekorzyść jej.
    Chciałabym, żeby Kościół triumfował. W prawdzie, szacunku, tolerancji. Na dzień dzisiejszy miażdżącego zwycięstwa Kościoła nie widzę. Chyba, że w traceniu wiernych.

    Tak więc, o którym Kościele, redaktorze Strzelczyk, mówisz?

    P.S. W każdej partii znajdą się ludzie mało sensowni. Niestety. Ale Jana Hartmana cenię.

  9. „wydawało mu się, iż jest na dnie, ale usłyszał pukanie od spodu: tam trwały przygotowania spotu wyborczego Armanda Ryfińskiego” DOSKONAŁE!!! Rozumiem również znaczenie tytułu Pana artykułu, ale nigdy nie odważyłbym się na aż tak daleko idące deklaracje… nawet w żartach. Mam nadzieję, że jednak Pana tęsknota za wspomnianą partią wzrośnie i więcej nie zobaczymy jej w Sejmie… to moje gorące życzenie, chociaż jak sięgam pamięcią, to Lepperowi też wieszczyli rychły koniec, a on wicepremierem został, a to smutne

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.