Bp Ryś: „Świadectwo to nie kazanie. Lecz U-KAZANIE”

droga

Znajomi od wódki zaczynają się niepokoić. Drugi raz w ciągu ostatnich kilku tygodni, wziąłem udział w publicznej demonstracji wiary.

Najpierw głos zabrał kard. Stanisław Dziwisz. Nie byłby sobą: na czele naszej „Drogi Światła” – akademickiej procesji z krzyżem – metropolita krakowski postawił Jana Pawła II.

Bo to w końcu Karol Wojtyła tą samą trasą maszerował kilka razy w roku. „Jeszcze jako młody chłopak, później kleryk, wreszcie kapłan i hierarcha, kroczył między Wawelem a Skałką”. Jan Paweł II, jak powszechnie wiadomo „umiłował szczególnie młodzież”. Kardynał zapewnił, że również „młodzież umiłowała tego świętego”. Jan Paweł II poszedł więc z nami.

Kardynał, kończąc swoje przemówienie, dał również nam – umiłowanej młodzieży – program na najbliższe dwa lata przygotowań do Światowych Dni Młodzieży. Mamy – z prośby i polecenia kardynała – „uporządkować Kraków”. „To go go, jest nie do zniesienia. Trzeba to uporządkować, po tych ulicach chodził święty człowiek. Ten liberalizm jest nie do zniesienia. Uporządkujcie to” – cytuję z pamięci.

Kiedy kardynał oddał mikrofon biskupowi Grzegorzowi Rysiowi, mówiliśmy już później wyłącznie o Jezusie.

Przeszliśmy z Wawelu na plac o. Adama Studzińskiego, później w kierunku Bulwarów i następnie nimi, aż na Skałkę.

Młodzież czytała przygotowane przez bp. Rysia rozważania. Przed biskupem szła grupa „ogniomistrzów”, jeszcze dalej krzyż i ministranci w albach trzymający pochodnie. Rytmiczne tempo, dostosowane do religijnych śpiewów, wybijali wmieszani w tłum bębniarze.

O ile ostatnia demonstracja wiary, w której brałem udział pod koniec kwietnia ulicami wokół krakowskiego Rynku Głównego, zasługiwała na miano „spaceru”, o tyle ta, kierowana przez bp. Rysia, była rzeczywistą „religijną procesją” z całym bagażem jaki ten fakt za sobą pociąga.

Żeby jednak nie skupiać się na okolicznościach: jedna – przynajmniej – myśl biskupa do odnotowania i do zapamiętania. Co właśnie czynię.

Biskup zaczął – chyba na wzór papieża – mówić to co istotne w didaskaliach i odstępstwie od protokołu.

Dał jednak – zdaje się żadna to nowość – klarowny i klasyczny przykład różnicy między prorokiem i świadkiem.

Bp Ryś: „Będziecie ŚWIADKAMI! Nie tylko nauczycielami. Wiara rodzi się ze słuchania – to prawda. Ale Kościół rośnie dzięki mocy świadectwa. Ewangelizacja jest bowiem przekazywaniem nie tylko prawdy, ale i ŻYCIA! Życie z życia. Życie to świadectwo!”.

Pamiętać należy, że w Piśmie jest napisane o prorokach, którzy nie mają łatwego życia. Ci, którzy pouczali, głosili, byli nauczycielami (poza Jezusem), zazwyczaj nie mieli szczególnego posłuchu. z reguły „prorok jest lekceważony” (Mk 6, 4). Prorok – tak, ale świadek???

Nie można być prorokiem we własnej krainie. Zwłaszcza chyba, kiedy o tej krainie mówi się źle, i że tę krainę – za pomocą grożenia palcem – należy uporządkować. To raczej nie działa.

Inaczej jest ze świadkami. Świadectwo – też sprawa trudna. Bo jak być świadkiem i nie wpaść w gwiazdorstwo? Jak ze świadectwa nie zrobić cierpiętnictwa?

Dawaniem świadectwa jest wyjście na ulice, ale nie robienie z tego halo.

Pociąga nas więc przede wszystkim „świadectwo”. Nie pociąga nas pouczanie.

Ostatnio mówił Bartosz Brożek, podczas „Śniadania Mistrzów” spotkania w ramach Copernicus Festival, że autorytety dzielą się na dwie kategorie: jedni są ekspertami w konkretnej dziedzinie, drudzy żyją tak, że chce się ich naśladować.

Cały myk obecności chrześcijanina w świecie (nie tylko świeckiego chrześcijanina), polega na tym, żeby te dwie kategorie z sobą połączyć. Bynajmniej nie po to, by stać się autorytetem – ale po to właśnie, by być zwykłym, dobrym chrześcijaninem. Samo mądre gadanie, nawoływanie do uporządkowania, perfekcyjna znajomość litery, kpina z innej niż moja duchowości i przestrzeganie liturgicznych przepisów nie wystarczy.

Bp Ryś: „Świadectwo to nie kazanie. Lecz U-KAZANIE. Życiem”.

 

Więcej o tym, czym jest „Droga Światła”, piszę w kolejnym numerze Tygodnika Powszechnego, który ukaże się w kioskach w środę 14 maja.

11 Komentarze

  1. Panie Strzelczyk usłyszał pan od Kard. Dziwisza o konkretnym zadaniu: uporządkować Kraków, pozbyć się klubów go-go, a pan ględzisz ni w pięć ni w dziewięć o jakimś abstrakcyjnym dawaniu świadectwa. Jeśli jesteś pan katolikiem, to zrób pan coś, żeby te kluby pornograficzne wyniosły się z centrum Krakowa. Cholera bierze człowieka, gdy się przechodzi Rynkiem i jakieś licealne dziewczątka wciskają ulotki naganiając mężczyzn do klubów go go. Osobiście nie życzę sobie być zaczepianym przez wysłanniczki sutenerów. Nie życzę sobie i już. Mam do tego prawo czy też muszę z tym pogodzić w imię jakiegoś pięknoduchowskiego świadectwa?

    • Panie „jtt” skoro Panu tak przeszkadzają te kluby, to proszę mi powiedzieć, co PAN zrobił, żeby ich nie było? Napisał protest? Odezwę? Może chociaż skargę na nocne hałasy? Nie? Jeżeli Pan uważa, że nadrzędną rolą Katolika jest walka z klubami go go a nie dawanie świadectwa wiary to Pański wg. mnie gdzieś Pan popełnił błąd. Czy Jezus potępił Magdalenę? Nie, Jezus dał świadectwo miłości, współczucia i przebaczenia. I na tym ma się opierać nasza wiara. Nie na walce. Już nie.

  2. Zacznę od Pana Jezusa. Nie potępił jawnogrzesznicy (prostytutki) w tym sensie, że nie zezwolił, by ją zgodnie z prawem ukamienować. Nikomu tego nie pozwolił. Ale jednocześnie powiedział do niej: „idź i NIE GRZESZ WIĘCEJ. Jezus Chrystus NIE ZEZWALA na życie w grzechu. Młody o tym zapomina, podobnie jak wielu ludzi współcześnie. Mylicie miłosierdzie z pobłażliwością wobec zła. To nie ma nic wspólnego ze świadectwem wiary. Ale sprawa jest jeszcze inna. Nie chodzi o te biedne kobiety pracujące w klubach, które w większości wypadków są traktowane jak niewolnice (jakoś lewicowcom z „TP” to nie przeszkadza), lecz o tych ordynarnych facetów spod ciemnej gwiazdy, którzy robią na tym procederze kokosy… Świadectwo miłości wobec go go, to piramidalne głupstwo panie młody, nie mające nic wspólnego z chrześcijaństwem. A poza tym, jeśli katolik nie ma prawa przyczyniać się do zmiany swojego otoczenia, to komu on jest potrzebny? Czy Jan Paweł II nie mówił wielokrotnie o tym, że katolicy mają prawo i powinni się angażować w życie społeczne i polityczne? Czy nie zachęcał do tego zwłaszcza młodych? I co z tego zostało, zwłaszcza w „TP”. Nic. Potem narzekacie, że Papież jest daleki. No właśnie, dla was jest daleki. A może Jan Paweł II jest już passe? Jest już całkowicie niepoprawny politycznie?
    Co ja robię? Będąc nagabywanym wyrażam protest głośno i wyraźnie (na szczęście nie mieszkam w tej okolicy). Protestuję w dostępny mi sposób.

  3. Czy protestuje Pan tylko w sieci, wylewając swoje frustracje na blogu?
    Franciszek w swoim V Napomnieniu mówił: „Wszystkie stworzenia, które są pod niebem, każde zgodnie ze swą własną naturą, służą, znają i są posłuszne swemu Stwórcy lepiej niż ty.” O czym to świadczy? Upatrujemy grzesznika tylko w drugim człowieku a nie dostrzegamy go w sobie. Szczycimy się często wyimaginowaną samooceną a Franciszek dalej mówi: „Nawet gdybyś był najpiękniejszy ze wszystkich, gdybyś czynił znaki, jak wyrzucanie złych duchów, wszystkie te rzeczy są dla ciebie przeszkodą i nie możesz czuć się z nich dumny, bo nie są twoją własnością. Szczycić się możemy jedynie naszymi chorobami i niesieniem krzyża każdego dnia.”
    Ciągle mówi Pan i dostrzega grzech innych: prostytutek, ” tych ordynarnych facetów spod ciemnej gwiazdy” jak to ich Pan nazwał, mi zarzuca Pan mylne postrzeganie Boga i Jego Miłosierdzia. A autora tekstu po prostu Pan zbrukał. I Pan śmie pouczać i wytykać przewinienia innym?! Lepiej reformę zacząć tak jak Franciszek – od siebie. A Pański komentarz kojarzy mi się z takim naczyniem, w którym zgromadził Pan i wymieszał wszelkie swoje żale, troski, pomówienia itp. i wylał je Pan na blogu. Rozumiem, że mamy kampanię wyborczą ale po co pod takim tekstem wtrącać „TR”? Czy jeżeli nie Kościół, to czy sama religia nie może być wolna od polityki? Wszyscy wiemy jakie zasady ma „TR” a może lepiej powiedzieć jakich nie ma. A Pan się oburza, że oni nie reagują na nocne kluby. Pański komentarz jest chaotyczny, pomieszany. A zdanie „świadectwo miłości wobec go go, to piramidalne głupstwo panie młody, nie mające nic wspólnego z chrześcijaństwem.” jest najlepszym dowodem erudycji jego autora. Na koniec cytat z XIX Napomnienia: „Jesteśmy tylko tym, czym jesteśmy w oczach Bożych i niczym więcej. „

  4. Wydawało mi się, że piszę o prostych, wręcz oczywistych rzeczach, a jednak nie. Nawet i one są za trudne na głowę młodego. Tu nie chodzi o moją grzeszność (owszem, jestem grzeszny tak, jak i inni), tu chodzi o konkretny problem społeczny, dotykający wielu, wielu ludzi, a nie tylko mnie! Takie coś jak go go (ludzie to organizujący) jest od początku moralnie złe. Zło polega na tym, że ono wciąga w bagno grzechu (moralnego zła) wielu ludzi, którzy z tego miejsca korzystają. Bo chyba młody nie twierdzi, że ludzie organizujący tego typu przybytki są bezgrzeszni? Słowa Franciszka nie odnoszą się do takich sytuacji. Franciszek nie mówi przecież, że nie ma w świecie obiektywnie istniejącego zła (wymienia je zresztą przy różnych okazjach). Twierdzenie czegoś przeciwnego byłoby manipulacją słowami papieża.
    Ponadto, co to znaczy religia bez polityki. Co to za skrót myślowy? Czy to oznacza, że katolik ma tak wyznawać wiarę, żeby nikt o tym nie wiedział? W całkowitej konspiracji? Jeśli mowa o świadectwie, to jaką ono ma wartość, jeśli nie ma ono żadnych skutków społecznych, jeśli ono niczego nie zmienia w otoczeniu świadka?
    Być może młody i Strzelczyk to ta sama osoba, do której odnoszę się z życzliwością. Życzę aby mój adwersarz, zamiast się obrażać na mnie, otworzył szeroko oczy na rzeczywistość, która go otacza, by nie obracał się tylko i wyłącznie wśród płodów swojej religijnej wyobraźni, budowanej na różnych przypadkowych religijnych wypowiedziach, gdyż to powoduje u niego kompletny chaos w głowie. Tak naprawdę nie wie , o czym mówi. To niestety częsta przypadłość młodych publicystów „TP”. Dlatego nie da się was czytać, bo tak naprawdę sami nie wiecie, o co wam chodzi.
    I jeszcze jedno, z żadnym „TR” nic mnie łączy ani teraz ani w przyszłości. Zupełnie mylny adres.

  5. Nie odniosę się do Pańskich tez na temat zepsucia mojej osoby itp. To świadczy o Panu. Chciałbym się skupić na jednym fragmencie Pańskiej wypowiedzi: „Słowa Franciszka nie odnoszą się do takich sytuacji. Franciszek nie mówi przecież, że nie ma w świecie obiektywnie istniejącego zła (wymienia je zresztą przy różnych okazjach). Twierdzenie czegoś przeciwnego byłoby manipulacją słowami papieża.” Jakby to powiedzieć… Musiałem opuścić wiele lekcji historii i religii, ponieważ dopiero dzisiaj powiedział mi Pan, że Święty Franciszek z Asyżu, oprócz tego, że jest jedną z najpotężniejszych postaci Kościoła, że był założycielem Trzech Zakonów był także papieżem! Dla poszerzenia Pańskiej wiedzy, powyższe trzy cytaty były zaczerpnięte – tak jak zresztą to zaznaczyłem – z Napomnień V i XIX. A ich autorem nie jest Papież Franciszek tylko Święty Franciszek z Asyżu. Szkoda, że nie pofatygował się Pan nawet żeby to sprawdzić, tylko bezmyślnie przypisał Pan te słowa Papieżowi Franciszkowi. O tempora, o mores!

  6. Spokojnie, spokojnie panie młody. Dziś, gdy w sferze publicznej mówi się Franciszek, to daje się do zrozumienia, że chodzi o obecnego papieża. Jeśli chodzi o kogoś innego, to pisze się dokładnie o kogo chodzi. Taki jest powszechny zwyczaj wśród piszących. Informuję piszącego kogo konkretnie mam na myśli, gdyż niejednemu Wacek na imię (niczego broń Boże nie ujmując św. Franciszkowi). Zresztą ten cytat zawiera prawdę, którą można spotkać u różnych innych autorów chrześcijańskich.

  7. Bardzo się cieszę, że swoją niewiedzę spróbował Pan przekuć na pouczenie mnie jakie są ogólnie przyjęte zasady pisania. ” Dziś, gdy w sferze publicznej mówi się Franciszek, to daje się do zrozumienia, że chodzi o obecnego papieża. Jeśli chodzi o kogoś innego, to pisze się dokładnie o kogo chodzi. ” Tu naprawdę nie wiem co mógłbym odpowiedzieć. Ten oryginalny i jakże pokrętny tok myślenia, nie daje mi możliwości na jakąkolwiek ripostę. O Franciszku, wybacz mi, że słów Twych Napomnień, nie przypisałem… Tobie.

  8. Proszę wybaczyć. Nie sprecyzowałem, że chodzi mi o Świętego Franciszka z Asyżu… panie jtt

  9. To nie jest ani pokrętny an i oryginalny sposób myślenia. Tego uczy się studentów na każdej w miarę przyzwoitej uczelni. Gdyby student napisał w pracy semestralnej esej o „Franciszku” mając na myśli św. Franciszka z Asyżu, dostałby dwóję. Tak, po prostu. Jego praca nie spełniałaby jednego z elementarnych wymagań. No ale z drugiej strony uczymy się całe życie. I tego też młodemu życzę. Chwilowa niewiedza nie przekreśla, braki można nadrobić, tego życzę, i to zupełnie szczerze.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.