O. Tadeusz Rydzyk nie istnieje

Tadeusz Rydzyk

Dawno nie odnotowaliśmy tak drastycznego spadku popularności redemptorysty z Torunia. Pewne jest jedno: o. Tadeusz Rydzyk nie jest już liderem – i w kościelnej nomenklaturze, i na prawym skrzydle sceny politycznych – czyli w dwóch, wydawałoby się, kluczowych dla niego środowiskach.

Jesteśmy świadkami długo wyczekiwanej rewolucji personalnej na szczytach władzy w Polskim Kościele. Nadeszły właśnie, zapowiadane od dawna zmiany: nie tylko na kluczowych funkcjach w hierarchii, ale również wśród szefów zwykłych diecezji. Zmiany prymasa i przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski pokazują, że stare i niewymagające szczególnej refleksji klisze podziałów w Kościele nad Wisłą przestały być aktualne. Kto jeszcze stara się przekonywać, że dwiema głównymi frakcjami w Kościele są środowiska „krakowskie” i „toruńskie”, ten jest w błędzie.

Rewolucja rozpoczęła się od tegorocznych wyborów w Konferencji Episkopatu Polski. Według informacji jakie docierały do świata z Sali Plenarnej w warszawskiej siedzibie KEP wynika, że bój o pierwszeństwo toczyli między sobą kard. Kazimierz Nycz i abp Stanisław Gądecki. Biskupi, którzy głosowali w tych wyborach, byli świeżo po wizycie u papieża. – „Niech nikt między was nie wprowadza podziałów” – usłyszeli od Franciszka. Wybrali abp Gądeckiego, hierarchę środka, niezaangażowanego w polityczne przepychanki, subtelnego i dalekiego od strzelania gaf czy językowych lapsusów.

Te wybory przyniosły jeszcze jedną informację: mieliśmy okazję policzyć szable na szczytach kościelnej władzy. Jak się okazuje, kojarzony z o. Tadeuszem Rydzykiem, częstochowski arcybiskup Wacław Depo uzyskał wówczas tylko dziewięć głosów. Co można bez cienia przesady odczytywać jako zwrot o kilkadziesiąt stopni w myśleniu polskich hierarchów, a przede wszystkim jako dowód, że o. Rydzyk nie ma takiej władzy jaką wszyscy starają się mu przypisać.

Z drugiej strony o. Rydzyk stracił też na polu politycznym. Większość polityków kojarzonych z toruńskim holdingiem, nie znalazło się na oczekiwanych przez redemptorystę miejscach na listach PiS do europejskich wyborów.

Skąd te porażki? Przede wszystkim z utraty przez o. Rydzyka źródła, dzięki któremu skutecznie jednoczył swoich sprzymierzeńców. Owszem, liczne marsze organizowane w „obronie wolności słowa”, mogły budzić respekt. Jednak w związku z tym, że ich celem nie były szczytne idee ewangeliczne, albo próba głoszenia Słowa Bożego, ale wyłącznie walka o swoje wpływy i biznesowe utrzymanie ośrodków medialnych w Toruniu, zapał ich uczestników ostygł tak szybko jak został rozpalony. Trudno będzie teraz redemptorystom z Torunia znaleźć przeciwnika, który poruszy tłumy. Świadomość świeckich członków Kościoła udowadnia, że tłumy budzi już wyłącznie głoszenie Ewangelii a nie projektu biznesowego.

Po drugie natomiast stąd, że oczekiwany od początku pontyfikatu nowego papieża „duch Franciszka” przywędrował również do Polski.

Polscy księża i biskupi częściej mówią o Nowej Ewangelizacji a na kazaniach pada więcej słów typu: „Zbawienie”, „Jezus”, „Dobra Nowina”, niż słów typu: „zdrada”, „hańba”, „cywilizacja śmierci”.

Marek Zając pisał przed tegorocznymi wyborami w Episkopacie, że Kościół hierarchiczny dzieli się dziś na Kościół drzemki i Kościół rabanu. Ten podział opiera się nie na wpływach politycznych, ale przede wszystkim na wizji tego, jaką rolę Kościół ma odgrywać w społeczeństwie. Nie da się już dziś wskazać biskupów popierających konkretne partie polityczne. Owszem, tacy jeszcze są, ale dziś już na marginesie. Uproszczona wizja podziału Kościoła na „toruński” i „łagiewnicki”, jest mocno krzywdząca. Dość powiedzieć, że istnieje jeden Kościół: Jezusa Chrystusa. Zaś pasterze tego Kościoła zaczynają coraz częściej mówić o swoim założycielu, a nie o swoich urojeniach wynikających z konfrontacji ze współczesnym światem.

Zmiany jakie papież wprowadza w Kościele nad Wisłą każą przypuszczać, że pierwszeństwo ma Kościół rabanu. Owszem, dyskusje teologiczne jakie toczą się dziś w Watykanie, Niemczech czy Stanach Zjednoczonych, do Polski jeszcze długo nie przywędrują. Abp Wojciech Polak – nowy prymas Polski gwarantuje jednak łagodzenie obyczajów i oddanie większego pola osobom świeckim. Przewodniczący KEP, abp Stanisław Gądecki gwarantuje wstrzemięźliwość.

Najbardziej widoczny przykład tej zmiany? Pogrzeb generała Jaruzelskiego. Prawicowi publicyści, rzekomo w imię Kościoła, z pogrzebu zrobili dożynki, i nie mogli wywczas pojąć dlaczego Episkopat zgodnie nie krzyknął razem z nimi: „Non possumus”.

Był moment, że to świeccy pouczali hierarchów, dziś role stopniowo wracają na właściwe miejsca.

Możemy być więc spokojni: od teraz znacznie trudniej będzie nam usłyszeć od biskupów słowa budzące kontrowersje, do których przyzwyczaili nas w ciągu minionych lat. Częściej natomiast będziemy słyszeć słowa o Ewangelii i Jezusie Chrystusie. Rozpoczyna się w hierarchicznym Kościele cichy i niemedialny raban.

foto: PAP/Tomasz Gzell

18 Komentarze

  1. Zgadzam się. Jednak oby nie za późno na ten „raban”. Zbyt późna reakcja polskiego Kościoła na złe zjawiska w jego łonie (zwykle wtedy słyszeliśmy moralne pouczenia hierarchów pod adresem świeckich i obronę niemoralnych duchownych) może już nie przynieść efektów.

  2. To przede wszystkim złudzenia czekających od lat na dobrych carów. RM nadal jest największą kościelną rozgłośnią, TV Trwam nie straciła statusu prywatnej tv popieranej przez episkopat, a razem z „NDz” są nadal twarzą Kościoła Katolickiego w Polsce. W wyborach do PE ok. połowy wybranych posłów PiS-u to wierni wyznawcy o. Rydzyka. Jeden z domniemanych liberałów, abp. K. Nycz kilka lat temu uroczyście odsłaniał tablicę ofiar KL Warschau w kłamliwej wersji obozu zagłady dla 200 tys. Polaków, którą od lat propaguje o. Rydzyk (chociaż ostatnio rzadko). Nowi władcy KK mogą rzeczywiście wypowiadać się mniej topornie, ale w KK nadal obowiązuje walka z in vitro, płcią, a ostatnio z prawem do leczenia się. Nadal też media kościelne opluwają Żydów, homoseksualistów i inne grupy uznane za wrogów. Nie zmienia się też nihilistyczne podejście tych mediów do etyki dziennikarskiej, głos ma jedna partia (chyba, że też druga – jej odłam) i w chórze z działaczami tej partii wypowiadają się prowadzący audycje. Chętnie bym przyjął za dobrą monetę jakiekolwiek twarde dane o zmianach na lepsze w KK, ale autor ich nie przytacza. W ramach wróżenia z watykańskich fusów mogę policzyć ilu biskupów złoży w tym roku życzenia bożonarodzeniowe via RM, ale pewnie jak zwykle prawie komplet.

    • Kościół walczy z płcią i prawem do leczenia się ?
      Cholera, jak żyję czegoś takiego jeszcze nie słyszałem :-)

    • Cieszę się, że ktoś myśli i czuje inaczej – to bowiem może (nie musi) być podstawą dokonywania odkryć. Tylko dlaczego takie słownictwo: „…kłamliwa wersja obozu…”; „…wróżenia z watykańskich fusów…”? Brakuje: „zapluty karzeł reakcji” i wszystko byłoby wiadome albowiem: „… nie dość słowo z widzenia znać, trzeba wiedzieć jaka wydała je gleba.”

    • Ja od dawna nie słyszałam nic o Rudzyku, więc dla mnie jak i dla pana redaktora może nie istnieć. Nie wszyscy słuchają radia maryja. (ps: polecam radio Z).

  3. „nowy prymas Polski gwarantuje jednak łagodzenie obyczajów i oddanie większego pola osobom świeckim.”

    „Prawicowi publicyści, rzekomo w imię Kościoła, z pogrzebu zrobili dożynki, i nie mogli wywczas pojąć dlaczego Episkopat zgodnie nie krzyknął: „Non possumus”. Był moment, że to świeccy pouczali hierarchów, dziś role stopniowo wracają na właściwe miejsca.”

    I wszystko jasne. Większe pole należy oddać świeckim, byle nie prawicowym. Świeccy z TP, Znaku, oraz działu religijnego GW, odważnie krytykujący biskupów i polemizujący z Magisterium winni dostać „większe pole”. Jeśli zaś jakiś prawicowy świecki zamierza w swej publicystyce sugerować cośkolwiek hierarchom Kościoła… O, wówczas postulujemy by „role wróciły na właściwe miejsca”.

    Jak to było? Ocenę PRL zostawmy historykom. Byle nie tym z IPN. ;)

  4. Nie przekonuje mnie red. Strzelczyk, że od jednego napomnienia podczas wizyty ad limina apostolorum zmieniły się układy polityczne wśród polskich hierarchów. Oni po prostu przycichli, ponieważ zaostrzone zostały wymagania poprawności politycznej hierarchów polskiego Kościoła. W tej dziedzinie w cuda nie wierzę. Nikt nie przekonana mnie, że Rydzyk, Głódź czy też Michalik spokornieli, skoro rozrabiali jak pijane zające przez 25 lat.

  5. „O. Tadeusz Rydzyk nie istnienie”-przywodzi mi to na myśl przedwczesną radość liska z mickiewiczowskiego wierszyka: „już był w ogródku, już z gąską się witał”-i się nie przywitał…
    Widać różne tendencje we wspólnocie Kościoła-co prawda papa Franciszek robi raban (a właściwie to kontynuuje posoborową reformację); ale z drugiej strony na Węgrzech odradzają się tendencje integrystyczne, podobnie jak w Rosji wraca się do tamtejszej tradycji aliansu tronu i ołtarza.
    Katolicki triumfalizm jakby cokolwiek w polskim Kościele odpuścił, ale może być to tylko stan przejściowy, dyktowany konformistycznym przystosowaniem się do trendów idących „z góry”. Przecież papa Franciszek nie jest wieczny, a przykład „bratanków”, czy „braci Słowian”, może przywrócić propagandę teokratyzmu w Polsce

  6. @Rafał
    Już wróżby pana Strzelczyka zawierają nieporozumienia. Jednak Pańskie podejście jest zupełnie oderwane od rzeczywistości.

    • Miesza Pan kwestie sympatii politycznych (a co za tym idzie: medialnych) kleru, z kwestią doktryny wiary. Pierwsze może się zmieniać, choć należy pamiętać, że prócz sympatii i poglądów biskupów są jeszcze sympatie i poglądy wiernych.

      Tygodnik Powszechny ma nikłe kilkanaście tys. sprzedaży nie dlatego, a przynajmniej nie tylko dlatego, że większość biskupów i proboszczów go nie wspiera. Wolny rynek idei w Polsce po prostu ma duży „target” tradycyjnych katolików o ciągotach narodowych i socjalnych. Nie mamy zaś katolickich progresistów, liberałów prawie wcale, ale także niewielu np. katolików liberalno-konserwatywnych. Niepowodzeniem kończyły się próby implementacji przez Górnego amerykańskich wzorców (First Things), liberalna linia TP doprowadziła go do utraty całego społecznego kapitału, jakim to środowisko dysponowało przed 1989. TV Religia, mimo sporych nakładów, okazała się niewypałem. O TV Puls lepiej nie wspominać. Polak chętniej żegnał się z Kościołem, niż angażował (choćby jako odbiorca mediów) w idee katolicyzmu innego niż tradycyjny-ludowy. I sądzę, że gdyby nawet większość biskupów była super postępowa, to ludzie prędzej poszliby za jakimiś księżmi Natankami.

      To może się zmieniać (piszę „może”, bo mam za mało danych by być pewnym zmiany). Może zmieniać się odgórnie i oddolnie.

      Doktryna zaś to zupełnie inna para kaloszy.
      Można mieć pretensje do Kościoła o teologię ciała, ale oczekiwanie, że jakiś biskup (choćby i sam biskup Rzymu) ją nagle radykalnie zmieni, są po prostu śmieszne. Stanowisko Kościoła w kwestiach ochrony życia i godności wszystkich istot ludzkich, płci i płodności, ciała i duszy — nie jest funkcją ciasnoty horyzontów tego czy innego biskupa. Choćby biskupa Rzymu.

      Och, można oczywiście sobie marzyć, że będzie jakiś nowy sobór, że tym razem postępowi liberałowie wyrzucą do śmieci Katechizm Kościoła Katolickiego i spiszą nowy, w którym wszystkie modne trendy społeczne zostaną zapisane w miejsce głównych prawd wiary.

      Zwracam jednak uwagę, że takich kościołów zreformowanych jest już bardzo wiele. Nie jestem pewien po co Kościół Rzymski miałby stać się kolejnym. Gdyby tak się miało stać, należy liczyć się z rozłamem znacznie silniejszym, niż w przypadku Lefebrystów.
      Punktem odniesienia są anglikanie.

      Tymczasem obecny papież nie mówi, że problemem jest, CO Kościół oficjalnie wyznaje i głosi — lecz to JAK głosi, lub że faktycznie NIE głosi, bo nie żyje Ewangelią.

  7. Spokojnie, spokojnie panie Strzelczyk, niech o o. Rydzyka głowa nie boli. Ma TV TRWAM, ma Radio Maryja, ma „Nasz Dziennik”, ma szkołę. Wraz z oddanymi mu ludźmi medialnie ewangelizuje Polskę bardziej ktokolwiek inny. Taki „TP” ze Strzelczykiem na czele to mrówka wobec słonia, Argument, że o. Rydzyk jest przede wszystkim biznesmenem a nie kapłanem, jest zwyczajnym kłamstwem. I w „GW” o tym wiedzą i w „TP”, ale wiedzą też, że o. Rydzyk nie będzie ciągał ich po sądach, no to sobie używają. To, w co inwestuje o. Rydzyk, jest środkiem do ewangelizacji, nie celem. Ponadto, części katolików polskich pozwala brać udział w życiu politycznym. I to „tolerancyjnych” inaczej boli najbardziej. Jak ktoś śmie mieć inne poglądy niż oni? Kto im w ogóle pozwolił mieć niekontrolowane poglądy? Pytali się „autorytetów”, że wolno im się odzywać?
    Wymyślają jakieś sztuczne podziały jakiś „kościół łagiewnicki”, jakiś toruński”. Tworzą sztuczne problemy, które potem z zapałem rozwiązują. Przenoszą piasek z jednej kupki na drugą i cieszą się, że mogą to robić, bo w przeciwnym razie nie mieli by co z sobą zrobić. Zżarłaby ich depresja.

  8. Czy to aby nie zbyt wyidealizowana wizja? Doprawdy trzymam kciuki za Franciszka, który przynajmniej wizerunkowo dokonuje cichej rewolucji. Ale dopóki z ust wikarego po kolędzie słyszę, że „to nie mój Papież” widzę tylko jak pogłębia się problem podziału w Kościele. Teraz ten podział nie jest już tylko lokalny: Toruń/łagiewniki. Pożyjemy zobaczymy.

  9. Panie strzelczyk co też pan za herezje głosi. O. Rydzyk nie istnieje dla pana i panu podobnych, zresztą tak jak pan i pańskie towarzystwo wzajemnej adoracji, dla nas wierzących Polaków też nie istniejecie.

  10. Panie Strzelczyk niedoczekanie pańskie z tym nieistnieniem o.Rydzyka.
    A czy p. Boniecki istnieje, czy p. Strzelczyk istnieje, czy wasz Obłudnik Powszechny istnieje ? Kto was zna ? I tak wasze miejsce jest na śmietniku historii …..

  11. O. Rydzyk zawsze istniał i isnieje. Istnieje na swój sposób, bez promowania go w lewackich mediach. Zawsze było głośno wtedy, gdy ktoś chciał mu dop….ić.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.