Jacek Karnowski na Sądzie Ostatecznym

Podobnie jak Pan Jacek Karnowski, ja również cieszę się, że kard. Stanisław Dziwisz celebrował Mszę Świętą z Rodziną Radia Maryja. Nie rozumiem jednak całego zamieszania, które wywołała wizyta krakowskiego metropolity w Toruniu. Msza Święta to nie dyplomacja. Podczas niej nie opowiadamy się za prawicą, lewicą, Łagiewnikami czy Toruniem – podczas niej opowiadamy się za Jezusem Chrystusem. I już sam ten fakt poddaje pod wątpliwość cały artykuł redaktora portalu wpolityce.pl.

Reaguję na niego mimo wszystko, gdyż Pan Jacek Karnowski puentuje garść refleksji po Mszy w intencji Radia Maryja popularnym na jego portalu postulatem, by odebrać „Tygodnikowi Powszechnemu” przymiotnik „katolicki”. Trudno mi znaleźć sensowne połączenie pierwszej części artykułu z jego postscriptum. Można byłoby próbować obrócić je w żart, ale w związku z tym, że Pan Karnowski pisze ze śmiertelną powagą, ja również tę powagę podtrzymam.

Otóż postulat odebrania współbraciom w wierze przywileju nazywania się katolikami jest ryzykowny – zwłaszcza, że Pan Jacek Karnowski pisze, iż „udajemy, że jesteśmy po stronie Kościoła”. Wielu katolików ulega pokusie przeprowadzenia Sądu Ostatecznego, zanim zabierze się za to Pan Bóg. 23 listopada słuchaliśmy podczas niedzielnych Mszy Świętych fragment Ewangelii Mateusza, w którym Jezus opisuje przyjście Syna Człowieczego. Sąd Ostateczny będzie wyglądał tak: „On oddzieli jednych ludzi od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie” (Mt 25, 32-33). Stwierdzenie przez Pana Karnowskiego, że ktoś jest „po stronie Kościoła”, a ktoś inny nie, interpretuję jako odebranie Jezusowi Chrystusowi przywileju decydowania o sprawiedliwości swojego ludu. To, niestety, częsta postawa: „Wiem najlepiej, wiem lepiej niż Bóg. Ja decyduję, kto zasługuje na bycie prawdziwym katolikiem”.

Gdy jeden wierzący mówi, że drugi wierzący nie jest katolikiem, ma na myśli, że jego wiara jest niewłaściwa. Że w gruncie rzeczy jest człowiekiem niewierzącym. Niewyznającym wiary Chrystusowej. To kolejne ryzykowne stwierdzenie Pana Karnowskiego. Również w Ewangelii Mateusza czytamy odpowiedź Jezusa na tego typu postawę: „A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego” (Mt 5, 22). Nikomu, kto ocenia czyjąś wiarę, nie życzę, żeby ten fragment Ewangelii zrealizował się w jego przypadku.

Jeden z kapłanów często goszczących na łamach portalu braci Karnowskich, ks. Dariusz Oko, również widzi w swoich współbraciach w wierze wrogów. Przypominam, że po tym, jak odpisałem na list biskupów dotyczący „gender”, duchowny powiedział, że działania „Tygodnika Powszechnego” są „kainowo-judaszowe”. Ile mieć trzeba w sobie wrogości, albo ile niewiedzy, żeby używać tego typu metafor?

Jasne, to jest publicystyka, ona rządzi się swoimi prawami, z których naczelną jest ta, by być do bólu kontrowersyjnym – wówczas jest się zauważonym. Ale czy naprawdę kapłan Kościoła katolickiego, który dostał od tego Kościoła dar odpuszczania grzechów i sprawowania Eucharystii; kapłan, za którego każdy z nas modli się na codziennej Mszy Świętej, chce porównywać część wiernych swojego Kościoła do Kaina i Judasza? Przypominam, że Kain zabił swojego brata z zazdrości (Rdz 4, 10). Czy rzeczywiście postawą kapłańskiego miłosierdzia wobec współbrata w wierze jest życzenie mu, by Bóg „przeklął go i skazał na wieczną tułaczkę”? (por. Rdz 4, 12-15). Czy rzeczywiście miłosierdzie kapłańskie wyraża się w porównaniu współbrata w wierze do Judasza, który zdradził Jezusa za garść srebrników? Czy naprawdę ks. Oko sądzi, że w jego współbrata wstąpił szatan? (Łk 22, 3-6).

Ks. Oko, który również zwraca uwagę na niezręczność nazywania „Tygodnika Powszechnego” pismem katolickim, często powołuje się na swoją znajomość z ks. Józefem Tischnerem. Przypominam więc, że ks. Tischner powiedział kiedyś, iż „w kapłaństwie nie chodzi o to, ile ognia kapłan potrafi ściągnąć z nieba na głowy grzeszników, ale o to, za ilu potrafi <nadstawić karku>”.

Nie musimy się we wszystkim zgadzać z Panem Karnowskim i ks. Oko. Zwłaszcza, że zwykle nie spieramy się o podstawowe kwestie wiary i moralności, tylko o „gender” albo „satanistę” z reklamy Empiku. „Tygodnik” nikogo nie wyklucza z Kościoła, a w spory wchodzi wtedy, kiedy ma wrażenie, że piękno Dobrej Nowiny szpecą debaty wokół tematów zastępczych. Naprawdę niebezpieczny jest szatan – tu się zgadzamy. Czy niebezpieczny jest Nergal i czy nadmierne skupianie się na nim nie odwraca uwagi od prawdziwego zła – o tym możemy przecież dyskutować. Kwestionowanie przy tym nie naszych poglądów, a naszej wiary jest niebezpieczne.

Pan Karnowski pisze o „Tygodniku”: „W ramach powrotu do realności Kościół w Polsce czeka jeszcze jeden, moim zdaniem nieunikniony ruch: odebranie przymiotnika „katolicki” Tygodnikowi Powszechnemu. Niech dalej piszą o ojcu Rydzyku w urbanowym stylu per „Rydzyk”, niech dalej bronią satanistów, niech dalej zarabiają na rządowych wkładkach, ale niech nie udają, że są po stronie Kościoła. Przyjdzie nam na to zapewne poczekać, ale, wierzę, doczekamy”. Pewnie każdy z nas popełnia grzechy i błędy. W tej nadziei na „powrót do realności” niech swoim życzliwym okiem Pan Karnowski spojrzy na słowa biskupa Grzegorza Rysia: „Nikt nie jest stracony, bo Bóg nie rozdaje cukierków grzecznym dzieciom, ale podnosi w górę tych, którzy dotknęli dna”.

Na koniec więc prośba: jeśli jeszcze raz Pan Karnowski zauważy mój grzech, to zanim wypisze mnie z Kościoła, niech weźmie przykład z Ojca Pustyni Abby Pojmena: „Jeżeli jakiś człowiek zgrzeszył, a wypiera się tego i mówi: „Nie zgrzeszyłem” – nie karać go, bo przygasisz w nim dobrą wolę; ale jeśli mu powiesz: „Odwagi, bracie, pilnuj się na przyszłość” – to pobudzisz jego ducha do nawrócenia”.

10 Komentarze

  1. Dobry moment, aby przyjrzeć się braciom. Z jednego Ojca, pod jednym dachem zrodzeni, a każdy inny. Czyż tak nie jest? Wielu twierdzi, iż dna dotknął najmłodszy, ja zaś upieram się że bez zejścia na owo ‚dno’ nie ma prawdziwego nawrócenia, chociaż nie jest to konieczność. Moim zdaniem swoja ciemną stronę ujrzał w świetle prawdy o swoim bracie najstarszy z Synów. To ów zwany ‚marnotrawnym synem’ przywiódł starszego do Ojca. Stalo się tak, aby ten przejrzał. Ktoś musiał zejść na samo dno, aby objawiła się łaska. Jezus cały stał się grzechem ‚grzechy całego świata nosił’
    aby wszystkich podnieść w górę, do chwały dziecięctwa Bożego.
    Jakże więc można komukolwiek odmówić owej łaski, chwały Najwyższego? Zazdrość starszego brata nas dopada? Czego tu zazdrościć. Wszystkie wasze włosy na głowie są policzone, również te siwe;-) czy srebrzące się. Cenniejsi jesteście niż wróble – powiedziałby ks. Tischner.

  2. Jak widać nawet publicystyka obejdzie się czasem bez bolesnej kontrowersji, gratuluję spokoju i chrześcijańskiej pokory w odpowiedzi. Już sam ton, bardzo jest symboliczny w tym sporze.

    • No właśnie, poza tym czytelnicy Karnowskich i tak nie czytają tygodnika… i dooobrze :) Trzeba robić swoje, trzymać się zasad, nie dostosowywać się i nie dać się zaszczuć!!!!

  3. Byłoby absolutną kapitulacją poważnie traktować judzenie Karnowskiego. Karnowski nosi na czole piętno łajdackiego pomówienia Andrzeja Turskiego. Takie piętno jest niezmywalne.

    • No, nie jest to bez znaczenia jakie kto wytacza działa i jakich spodziewa się efektów. Ludzie słuchają, czytają i łakną coraz bardziej słowa, które uderza w drugiego, rani tak, aby się nie podniósł. O to chodzi, aby zniszczyć, zrobić ‚kolo pióra’.
      Mam wrażenie, że mamy coraz więcej wyspecjalizowanych w tym gatunku ludzi. Gdzie oni tego się uczyli? Na jakich fakultetach? A Internet pozwala na wszystko, gości każdego i zdaje się tacy goście są w mniemaniu wielu pożądani, skoro nadal mamy przemoc w cyberprzestrzeni,
      najbardziej bezkarną.

  4. Dekadę temu wiedziałem, że kiedyś znajdą się „jedyni prawdziwi Polacy katolicy”, którzy doczepią się do Tygodnika Powszechnego i do księdza Bonieckiego oskarżając go, że jest nie tylko niewystarczająco katolicki, ale nie jest katolicki w ogóle. Ale to było do przewidzenia, ludzie o umiarkowanych poglądach od Kościoła i religii instytucjonalnej się odwracają, prywatyzując swoją wiarę, przez co wzrasta w nim udział „zamkniętych w oblężonej twierdzy”.

    • Mam nieco inne zdanie, Ryszardzie. Owa więź nosi znamiona struktur charakterystycznych dla organizacji bazujących na konkretnym programie, jednym z nich była ;
      „Deklaracja wiary”. Tylko czekać, aż wymyślą nowy program wyborczy. To duża siła polityczna w kraju. Dwaj przywódcy, których ambicje są celowo podsycane idą, choć podobno byli w niezgodzie, znów ramię w ramię w rytm patriotycznej pieśni religijnej. Próbuję zrozumieć powody dla których gromadzą się, ale coraz mniej mam na to ochotę, jakby nie spojrzeć przychodzą mi do głowy tylko dwa skojarzenia: mamona i władza.

    • Tak naprawdę chrześcijanin ewangeliczny, jakkolwiek to brzmi nie daje się zamknąć stąd być może niechęć doń, stanowi jakichś problem. Są ludzie, co z natury lubią wędrowanie, drogą otwartą przed sobą, poznawanie nowych światów, kultur, zaś pielgrzymowanie w myśl Ewangelii tylko sprzyja, niejako jest wpisane w naturę chrześcijanina.
      Nie potrafię powiedzieć, czy z tym się człowiek rodzi, czy to dar. jeżeli wierzyć, ze taki otrzymaliśmy na chrzcie to być moze trzeba się znów narodzić, przeżyć Boże Narodzenie.

  5. Ponieśliście klęskę funkcjonariusze z Obłudnika Powszechnego. Taka jest prawda. I żadne wasze głupawe „wyjaśnienia” tego nie zmienią.
    I z czego tak zęby szczerzyć …..

    Z komsomolskim pozdrowieniem
    Aaaadaaś Szeeechter

  6. Panie Strzelczyk pluj pan dalej na Polaków Katolików – przecież Michnik nie będzie płacił za bezczynność…

Odpowiedz na „~Maria(m)Anuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.