Dwa pytania o Kościół Otwarty. Czyli jak widzę Wspólnotę [#ktobeef część III]

Mateuszu,

W ostatnim odcinku naszej wymiany zdań zaproponowałem, byśmy zastanowili się nad pojęciem „Kościoła otwartego”. Poniżej niestety nie zaprezentuję Ci Jego gruntownej wizji. Przez miniony weekend brałem bowiem udział w rekolekcjach w Laskach, prowadzonych przez biskupa Grzegorza Rysia, stąd moje słowa będą – ciągle niestety – chaotyczną refleksją po tych rekolekcjach. Zdaję sobie sprawę, że dwa problemy interpretacji Kościoła, którymi się z Tobą dzielę, nie wyczerpują moich pytań o nasze, chyba rozbieżne, wizje wspólnoty. Jednocześnie zdaje się, że pozostają one kluczowe w naszej wymianie poglądów. Oto myśli, które zapisywałem podczas rekolekcji. Nie jest to zatem definicja Kościoła Otwartego, a raczej narzucające mi się pytania. Chciałbym, żebyś się odniósł z szacunkiem. Proszę o to, bo – idąc za przykładem przyjaciół z Więzi – potrzebujemy dziś Kościoła „otwartej ortodoksji”. Kogo mam pytać o „ortodoksję”, jeśli nie Ciebie?

Czytaj dalej

Lud Boży: Chcemy pasterzy, nie funkcjonariuszy!

Można było dotychczas twierdzić, że zaangażowanie polityczne duchowny i świeckich członków Kościoła Katolickiego w Polsce – nie jest niczym złym. Jesteśmy w końcu „strefą światowych wpływów” i „lobbowanie państwowych ustaw zgodnych z Ewangelią powinno być nie tylko naszym prawem ale i obowiązkiem”. Tymczasem uważna lektura wywiadu z papieżem Franciszkiem takie przekonanie z precyzją obala. Papież – może i nie mówi o tym wprost – ale zwraca uwagę, że „Lud Boży chce pasterzy, a nie funkcjonariuszy i urzędników”.

 Historyczna sprawiedliwość

Weźmy pierwszy przykład z brzegu: lekcje religii w polskich szkołach. Na korzystnych dla Kościoła (niekonieczne dla Ewangelii) zasadach, religia w szkołach jest już ponad 20 lat. Po takim czasie można stanowczo stwierdzić, że walki o utrzymanie religii w szkole wynikają raczej z potrzeby historycznej sprawiedliwości, a nie troski o religijny rozwój uczniów. Podczas gdy borykamy się z dużym problemem i dyskusje o obecności religii w szkole rozgrzewają nie tylko uczniów, ale i katechetów, dziennikarzy, rodziców i nauczycieli, to Episkopat wpadł już na nowy pomysł, by religia była przedmiotem maturalnym.

I znów dziejowa sprawiedliwość jest dla nas bardziej fundamentalna niż rzeczywiste potrzeby głoszenia Ewangelii i doprowadzanie innych do osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem.

Episkopat ustami abp. Józefa Michalika – proponując religię na maturze – nie mówi o Ewangelii, o Jezusie Chrystusie i Nowej Ewangelizacji. Jak bowiem inaczej odczytywać słowa abp. Michalika o tym, że „na maturze można zdawać przedmioty uważane często za drugorzędne, chociaż wszystkie są ważne i wpływają na całościową ocenę uczniów. To dlaczego nie można zdawać religii?”. Chodzi Arcybiskupowi nie mnie, nie więcej tylko o to, że inne przedmioty traktowane są z większą estymą niż religia.

Owszem Episkopat mówi też o potrzebie moralnego wychowywania, ale tylko ktoś bardzo naiwny, albo ten, kto dawno już skończył się uczyć w polskiej szkole, będzie twierdził, że „moralność” i rozróżnienie „dobra od zła” da się wypracować przez zdawania tych zasad na maturze.

 Ewangelia wystarczy

Starania o prawo państwowe zgodne z zasadami Ewangelii, jest oznaką braku wiary w Ewangelię. Pisze o tym Jarek Makowskich we wczorajszej Gazecie Wyborczej „Kościół w Polsce wciąż bardziej wierzy w siłę przychylnej dla siebie władzy politycznej niż moc Ewangelii”.

Głoszenie Ewangelii powinno się więc odbywać poza establishmentem i z dala od ministerialnych gabinetów. Nie bez znaczenia są tu słowa papieża Franciszka o wyjściu na peryferie i głoszeniu Ewangelii na ulicy. Tam nie mam politycznych przepychanek i dyplomatycznych krzyków.

 Pasterz nie funkcjonariusz

Co mówi papież w wywiadzie, którego udzielił o. Antonio Spadaro SJ?

- „Kapłani Kościoła muszą być miłosierni, brać odpowiedzialność za osoby, towarzyszyć im jak dobry Samarytanin, który obmywa, czyści i podnosi z ziemi bliźniego. To jest czysta Ewangelia. Bóg jest większy od grzechu. Reformy organizacyjne i strukturalne są wtórne , to znaczy idą w drugiej kolejności. Pierwsza reforma musi odnosić się do postawy. Ci, którzy głoszą Ewangelię, muszą być zdolni rozgrzewać serca ludzi, kroczyć wraz z nimi przez noc, umieć prowadzić dialog, a nawet zstąpić w ich noc, w ich mrok i nie zbłądzić”

Przerażające słowa. „Zstąpić w mrok ludzi i nie zbłądzić!”. Potrzebujemy więc bezpośredniej relacji. Prywatnej korespondencji między duszpasterzem a wiernym. Sama Ewangelia jest już wystarczającym do tego narzędziem. Nie potrzebujemy zmiany prawa, bo nie jesteśmy do tego powołani. Jesteśmy powołani do kontaktu jeden do jednego.

Ale jednocześnie Kościół jest miejscem dla wszystkich. Nie przez przymus, nakaz i obowiązek, ale przez Ewangelię i jej głoszenie. Pisze papież: „Kościół to dom wszystkich, a nie jakaś niewielka kapliczka, która może pomieścić jedynie pewną grupę ludzi wyselekcjonowanych. Nie możemy zredukować Kościoła do ochronnego parasola dla naszej małostkowości”.

Przerażające słowa, bo Ewangelia nie uczy potępienia, a my nierzadko wyłącznie na osądzaniu budujemy swoją tożsamość. Patrzymy na kogoś poza Kościołem i nie widzimy w nim człowieka, tylko jego grzech i odejście od Jezusa. Nie wchodzimy w nim rozmowę, nie interesujemy się nim, jesteśmy egoistyczni, bo dbamy wyłącznie o swoje zbawienie. Mówimy „albo bierzesz nasze zasady i jesteś członkiem naszego klubu (Kościoła), albo idź stąd i nie zawracaj nam głowy”. Bo – „Figa!”, „Poza Kościołem nie ma zbawienia”.

 Pielgrzymować z, a nie do

Papież proponuje nam pielgrzymkę. Musimy wyjść na peryferie. Dotychczas żyliśmy w przekonaniu, że naszym zadaniem jest pielgrzymować do świata. Tymczasem papież mówi: „Zamiast być tylko Kościołem, który zaprasza i przyjmuje w swoje otwarte drzwi, starajmy się być Kościołem znajdującym nowe drogi, zdolnym wyjść z siebie ku tym, którzy go nie nawiedzają, odeszli, albo są obojętni. Niekiedy ludzie odchodzą z powodów, które jeśli je dobrze pojąć i oszacować, mogą doprowadzić do powrotu. Ale potrzebna jest śmiałość i odwaga”.

Mamy więc przestać pielgrzymować do świata, ale zacząć pielgrzymować ze światem.

 Medycyna zbawcza

I już ostatnie, tym razem o medycynie zbawczej, o której w swoim komentarzu do wywiadu z Franciszkiem mówi biskup Grzegorz Ryś. Papież wraca do starej sprawdzonej zasady według której Kościół jest szpitalem, a nie trybunałem. Kościół jest lekarzem a nie sędzią. Nie da się uleczyć ran współczesnego człowieka ustalając prawo i zasady.

Szpital to jest miejsce w którym nikt nikogo nie pyta skąd pochodzi i jakie ma poglądy. Szpital to jest miejsce w którym są ludzie którzy śmierdzą, są brudni i zniszczeni. Lekarz na to nie patrzy. Lekarz bierze narzędzia i pomaga.

Kościół więc nie może być trybunałem i sądem, ale szpitalem, w którym jest miejsce dla wszystkich. Nie będziemy szpitalem i nie będziemy leczyć, jeśli za jedyny i główny cel postawimy sobie polityczne przepychanki i ustalanie prawa. Ewangelia nam wystarczy, tylko musimy w nią uwierzyć.