Co to jest „protest modlitewny”?

Raz w miesiącu grupa kilkuset krakowian spotyka się w jezuickim kościele św. Barbary przy Małym Rynku na mszy w intencji mężczyzn. Po Eucharystii wierni wychodzą na ulice Krakowa w procesji z Najświętszym Sakramentem. Idący nie wykrzykują żadnych haseł, nie niosą transparentów, do niczego nie namawiają przechodniów. Wierni, na czele z Jezusem Chrystusem, przechodzą w ciszy ul. Floriańską, Plantami, ul. Szewską i przez Rynek Główny wracają do kościoła.

Portal pch24.pl poinformował w ubiegłym tygodniu, że w środę i czwartek kilkadziesiąt osób zebrało się w Krakowie i przez trzy godziny odmawiało Różaniec. Czytam: „Do nieba płynęła żarliwa modlitwa ekspiacyjna. Zaproszeni przez Krucjatę Różańcową za Ojczyznę krakowianie błagali Boga i Maryję o zaprzestanie promowania satanizmu. W środę POKOJOWA MANIFESTACJA MODLITEWNA (podkreślenie: BS) miała miejsce pod Urzędem Miasta przy ul. Wszystkich Świętych, a w czwartek na Rynku pod Kościołem Mariackim. Uczestnicy prosili Pana Boga o nawrócenie dla satanistów, a szczególnie dla Adama Darskiego vel „Holocausto” oraz za tych, którzy uczestniczą w jego koncertach”.

Na początku października grupa kilkudziesięciu osób z Wrocławia, zrzeszonych w „Krucjacie różańcowej”, zorganizowała „protest modlitewny” przeciwko koncertowi grupy Behemot – to z kolei informacja z portalu niezależna.pl. Wierni „modlili się przeciwko” obrażaniu Boga i ojczyzny. Natomiast jak informuje portal Fronda.pl, podobny „protest modlitewny” odbył się również w Łodzi.

W październikowej mszy w intencji mężczyzn udział wziął bp Grzegorz Ryś. Podczas kazania powiedział: „Pan Jezus nie jest znakiem sprzeciwu. Przeczytajcie sobie Ewangelię (…). Pan Jezus jest znakiem, któremu sprzeciwiać się będą, ale to jest kompletnie co innego. To nie jest tak, że ktoś coś mówi, jeszcze nie skończy, a ja już się sprzeciwiam, bo mam inne zdanie. Cokolwiek mi powiedzą, to ja odpowiadam «nie». (…) Ale Jezus jest miłością, jest jednością, jest misją ku zjednoczeniu wszystkiego i na nowo (…). My wychodzimy, żeby podjąć wszystkie sprawy Boga w świecie. Bez strachu, bez podejrzliwości, bez jakiejkolwiek agresji. Wychodzimy w przekonaniu, że tam są Boże sprawy”.

Łatwo poddaliśmy się pokusie, by być we współczesnym świecie „znakiem sprzeciwu”. Jednak, jak zwracają uwagę Franciszek i bp Grzegorz Ryś, mamy być raczej „znakiem miłosierdzia”. W proteście i krytyce nie ma nic pociągającego do pójścia za Jezusem.